odwiedzinowo

środa, 16 lutego 2011

chorobowo

Ostatnimi czasy choroba nie opuszcza naszego domu. K. po wyjściu przed Świętami ze szpitala nabył się w domku raptem 3 dni, żebyśmy już w niedzielę rano (drugi dzień Świąt B.N.) jechali na pogotowie, a potem od razu znów do szpitala. Tym razem wylądowaliśmy na dziecięcym oddziale pulmonologicznym. Nowy Rok witany w szpitalu - jedyne w swoim rodzaju przeżycie:( Teraz to ja siedziałam z młodzieńcem, w noworoczną noc złapałam lekkiego doła, bo nawet świateł na niebie nie widziałam. Ale co tam. Pobyt ten zaowocował jednak naszą większą świadomością choroby malucha. Nie znaczy to, że jest już wszystko ok, cóż... Ja poznałam tam wspaniałą osobę - koleżanka ze szpitalnego pokoju, ha! Nawet nie przypuszczałam, że w takim miejscu spotkam kogoś tak fantastycznego. A jednak;) Dzieci nasze się polubiły, my się polubiłyśmy, mężowie się polubili - coś dobrego w czymś mało optymistycznym. Szpitale nie są więc takie złe. A i na lekarzy świetnych trafiliśmy.
Były też - dla mnie przynajmniej - chwile grozy, bo widziałam zza szyby naszego pokoju, jak kobieta w drugim pokoju dziękuje już za swoje życie... Widziałam, a jednak nie byłam świadoma tego, co robi w dziwnej pozie, przykryta kocem, leżąc na kozetce, gdy jej mały synek rozrabiał w pokoju. Potem wszędzie krew, lekarze, oddział psychiatryczny gościnnie w naszym szpitalu... Nawet w takich miejscach, gdzie dzieci mają być leczone, dzieje się tragedia człowieka dorosłego. Smutne to życie, cóż...
Po szpitalnym pobycie młodzieniec musiał pozostać w domu, dobrze, że w pracy miałam wolne. Tak więc kolejne dwa tygodnie bez przedszkola. Później poszedł na jeden raptem dzień między kumpli i wrócił zainfekowany. Znów dwa tygodnie w domu - M. przeniósł pracę do domu na ten czas. Trochę z tą ostatnią chorobą ja namieszałam, bo sama się rozłożyłam, co nie znaczy, że do pracy nie chodziłam, oj nie - na czterech, ale pójdę! - kiedyś pewnie za to zapłacę. No i poszedł wczoraj znów do przedszkola, dziś, a jutro... do lekarza, bo COŚ! Tak więc, w ramach statystycznych podsumowań - od grudnia dziecię me było całe 4 dni w przedszkolu - 1 dzień w grudniu, 3 dni w lutym... A KASA LECI ZA PRZEDSZKOLE! Opadam pomału z sił. Kończą nam się pomysły na kombinowanie z pracą tak, aby nie brać wolnego. Nie mogę ciągle obciążać sąsiadki z dołu pilnowaniem K., bo ona też ma swoje plany, wyjazdy itd.

No nic, tak na koniec tego użalania się ze spóźnioną skróconą relacją poszpitalną, mała odskocznia po mojej wizycie u lekarza:
Katar dosyć skutecznie przytkał mi uszy, no i trochę głuchawa sobie od kilku dni byłam... Gdy przyszłam do lekarza, tak akurat trafiłam, że poczekalnia była zupełnie pusta, lekarz kończył już dyżur, następny miał być za dwie godziny. Pani w rejestracji kazała mi zapytać doktora, czy jeszcze mnie przyjmie, ale w międzyczasie chciała już przygotować mój zeszyt. Powiedziałam jej jak się zwę i czekałam koło tych drzwi lekarskich. Wtedy ona coś tam do mnie powiedziała, a ja... głucha, aczkolwiek zszokowana tym, co do mnie powiedziała, powtórzyłam jej pytanie idąc do niej: "CZY JA SIĘ MYŁAM???". "Nie, ja pytam, czy pani tu już była?":)No to się dogadałyśmy. Uśmiałyśmy się na maxa, wyjaśniłam, że na uszy mi się rzuciło i ucieszyłam się, że nikogo nie było i nikt tego obciachu nie słyszał:) Ale drugi myk był juz u lekarza. Facet mnie bada. Siedzę na stołeczku w biustonoszu, on mi tam z tyłu słuchaweczką jeździ. A potem coś do mnie gada. Usłyszałam "Teraz nago proszę"... No to odwracam się przodem na tym stołeczku, łapię za zapinkę biustonosza, ale w duchu sobie myślę "nie ma szans, nie rozbiorę się"... no i gdy tak gmerałam przy zapince (zupełnie bezsensownie, bo i tak nie miałam zamiaru się rozebrać), myśląc to, co myślałam, zobaczyłam, że on do mnie wyciąga patyczek... Wtedy dotarło do mnie, że on powiedział "TERAZ GARDŁO PROSZĘ" !!! Gdybym zrobiła to, co usłyszałam, widziałby mnie ten lekarz na oczy swe ostatni już raz.
Moja wyobraźnia bujna jest i gdy siedziałam już w samochodzie, nie mogłam od razu ruszyć, bo śmiałam się sama z siebie, wyobrażając sobie scenę dokonaną - minę lekarza, gdybym zrealizowała prośbę, którą usłyszałam;)

3 komentarze:

  1. Życzymy zdrowia :) Może wiosna przyjdzie z pomocą ,,młodzieńcowi".

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowia Wam życzę...
    Zwłaszcza Maleństwu...
    Doskonale wiem, co to znaczy chorować... Przerabiam to od kilku lat, a tym roku zaczęłam równie pięknie - bo już 1 stycznia ospę dostałam!!! Ja!!! W moim wieku!!! cóż chciałam się nieco odmłodzić i tak jakoś wyszło...
    Pozdrawiam WAS gorąąąco!!!
    Km.

    OdpowiedzUsuń
  3. Choć o poważnych rzeczach tu mowa ,ja również nie mogłam się powstrzymać od śmiechu chwilami:)No cóż takie to nasze życie zawiłe i pogmatwane.Jeszcze trochę i K.pokona wszystkie choróbska ,wyrośnie i będzie dobrze,z moimi dzieciakami przeszłam dokładnie to samo,więc wiem co mowie.Zdrówka życzę Kochani całej TRÓJECZCE!Trzymajcie się cieplutko.Pozdrawiam serdecznie!
    W.Sz(Zdolny Sląsk)

    OdpowiedzUsuń