odwiedzinowo

poniedziałek, 13 grudnia 2010

pusto

Jeszcze tak pusto w tym domu nie było. Ani męża, ani dziecka...
Młodzieniec wciąż nam choruje. Tym razem miał obustronne zapalenie oskrzeli, jednostronne zapalenie płuc. Poszliśmy dziś do kontroli, a tu przykra niespodzianka - skierowanie do szpitala w trybie natychmiastowym. M. wziął urlop, żeby z nim w szpitalu siedzieć, ja po pracy będę dojeżdżać, zmieniać M. na kilka godzin. Takiego zakończenia sprawy nie braliśmy pod uwagę.
Zostawiłam chłopaków, przyjechałam do domu i miotam się teraz, łażę z kąta w kąt i nie potrafię się odnaleźć. Pusto tak jakoś, dziwnie.
Przygotowania świąteczne zostały u nas zatrzymane. W zeszłym roku w tym czasie umierał Tato - w piątek będzie pierwsza rocznica Jego śmierci.
W tym roku młodzieniec leży w szpitalu... Takie to wszystko pokręcone. Chyba nic mnie się nie chce. Jestem zmęczona już - fizycznie i psychicznie - tymi wciąż nawracającymi chorobami malucha. Ciągle zapalenie oskrzeli. Od września mogę bez problemu co do dnia wyliczyć, ile razy był w przedszkolu. I dziś moja cierpliwość dla leczenia dziecka naszego w ośrodku zdrowia się wyczerpała. Bo nie jest to normalne, żeby dziecko średnio co drugi tydzień chorowało na zapalenie oskrzeli. Chyba faktycznie tak już musi być - trzeba dobrze zapłacić, żeby być dobrze zdiagnozowanym i wyleczonym. Tak więc będziemy nieodwołalnie leczyć dziecię prywatne, byle tylko już nie chorowało. Bo nie chcę, żeby maluch leżał mi w szpitalu - bez względu na to, jak bardzo jest on przyjazny, ciepły i kolorowy... Musimy tylko znaleźć dobrego pediatrę. Mieliśmy rewelacyjnego, zanim wyjechaliśmy ze Śląska. Tutaj jakoś ciężko nam kogoś konkretnego znaleźć. Ale to już nasze zadanie - szukajcie, a znajdziecie.
W domu cicho, pusto i tak jakoś dziwnie. Wchodzę co chwilę do pokoju młodego, a tam pusto... Dziwne uczucie, naprawdę dziwne... Wiem, że nie jest tam sam, wiem, że ma się do kogo przytulić. Wiem też, że przecież wkrótce wróci do domu. Wiem, że jutro do niego pojadę. Wszystko wiem. Wiem przede wszystkim, że nasze życie byłoby niczym bez tego łobuziaka, którego kochamy ponad wszystko. Niech wraca do zdrowia, a cała reszta na chwilę obecną jest nieważna...

2 komentarze:

  1. Trzymamy kciuki, żeby Wasze maleństwo jak najszybciej wyzdrowiało. Pamiętam jak moja Ewa poszła do przedszkola. Chorowała kilka razy w miesiącu. U nas było to nawracające zapalenie ucha środkowego, zapalenie krtani i oskrzeli właśnie. Pediatra w Gdańsku leczył i wyleczyć nijak nie mógł. Aż któregoś razu Ewcię w piątek zawieźliśmy do Mamy mojej do Elbląga. W sobotę - temperatura 40 st, ból ucha, kaszel, mdłości. Masakra. Mama zadzwoniła do najlepszego chyba pediatry w mieście. Doktor przyjechał do domu, zbadał, zaordynował leczenie ( pomogło to były jakieś po byku antybiotyki ) i polecił zabrać dziecko z przedszkola twierdząc, że ma zbyt małą w tej chwili odporność, żeby zmagać się z zarazkami, które w przedszkolu niechybnie harcują. Posłuchaliśmy tej rady i znaleźliśmy Ewie opiekunkę. Choroby ustały. Może i u Was źródłem zakażeń jest przedszkole właśnie?
    Trzymajcie się cieplutko i nie dajcie chorobom!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, przez przypadek trafiłam i się zasiedziałam na Twoim blogu. Zdolne łapki to wielki dar :) torby śliczne
    Mam nadzieję że syn wrócił szybko do zdrowia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń