odwiedzinowo

czwartek, 25 listopada 2010

lata świetlne za mną


Tak, tak, lata świetlne minęły odkąd ostatni raz tu pisałam. No i najprościej jest zrzucić winę na brak czasu, ale przy okazji dochodzi jeszcze może szczypta lenistwa...;) To lenistwo okraszę zdjęciem ostatniej w tym roku tęczy, które dopiero przed chwilą z aparatu zrzuciłam... a robiłam je z okna kuchennego;) Było jeszcze ciepło i zielono. Uuuu, tęsknię za wiosną i latem!!! - a za oknem przecież pierwszy śnieg leży:(

U mnie w zasadzie dzieje się dużo. Np. ostatnimi czasy zgłębiam ambitnie anatomiczne zawiłości nosa, jamy ustnej, zaznajamiam się z zatokami... Masakra - zgłębiam, zgłębiam i na tym byłby koniec. Ale jak nie drzwiami to oknem - zaprę się i wreszcie to opanuję.

Co poza tym, hm... dziecię me cudne wciąż choruje i już nie wiem, za co w tym przedszkolu płacę;) Przecież więcej go tam nie ma niż jest, niestety:( Wciąż łapie infekcje. Od września najdłużej jednym ciągiem w przedszkolu był dwa tygodnie. Dobrze, że jest sąsiadka na dole, to przynajmniej nie muszę tak często brać zwolnienia z pracy, bo chyba szybko by mi powiedzieli: serdecznie dziękujemy (no, może przesadziłam, ale na pewno miałabym marne szanse na przedłużenie umowy). Smutne jest, że ta nasza rzeczywistość nie pozwala nam chorować, a raczej dziecku - bo ja to na czterech, ale do pracy pójdę, a lekarza szerokim łukiem ominę. Gdy dziecię choruje, rodzice często stają przed dylematem - co teraz. Ja jestem naprawdę w komfortowej sytuacji, ale wiele osób tak dobrze nie ma. Każde zwolnienie jednoznacznie nas definiuje - jesteśmy niewydajni... Przykra ta nasza rzeczywistość. I widzę w świetlicy dzieci, które od jej otwarcia, aż do jej zamknięcia tam siedzą, bo rodzice pracują. Można się zżymać na takie rodzicielstwo, owszem, ale chyba nie tędy droga. Jasne, są śmiałkowie - rodzice, którzy dzieci w świetlicowych progach zostawiają dla swojej wygody, "bo mają chwilę dla siebie i na załatwienie swoich spraw". Ale wielu z nich zostawia tam dzieciaki dlatego, że praca ich do tego zmusza. Potem biegną z językiem na wierzchu, żeby tylko dzieciaczka zdążyć odebrać przed zamknięciem. Idąc na łatwiznę, można takich rodziców w myślach piętnować. Ale chyba lepiej na tę naszą dziwną rzeczywistość się pozżymać. Zresztą, sama lepsza nie jestem, niestety... Po jednych zajęciach biegnę na świetlicę, no i to, czy zdążę na czas odebrać mojego smyka z przedszkola zależy od tego, czy rodzice "moich" dzieci zdążą je też na czas odebrać... Paranoiczne błędne kołko. Nic dodać, nic ująć.

Rozpisałam się na zupełnie inny temat niż zamierzałam;) czyli standard! A zaczęłam od tego, że dziecię mi choruje i tyle. Wiemy już, że jedną z przyczyn, oprócz astmy, może być przerost migdałka. I tu zaczyna się dylemat - ciąć, czy nie? Tyle, ile jest głosów za, tyle słyszę głosów przeciwnych. Już sami nie wiemy, co z tym fantem zrobić. A może ktoś umiałby mi doradzić, rozjaśnić trochę w łepetynce, bo nie chcę w żaden sposób zaszkodzić młodzieńcowi? Nie wiem tylko, co w tym wypadku znaczyć będzie - "zaszkodzić":(

W międzyczasie, gdy mnie nie było na blogowych kartach (dziwnie to brzmi), byłam między innymi na Kaszubach. To było dla mnie jak powrót na wakacje - lasy, jeziora, cudne, przepiękne widoki... Szkoda, że tak krótki był to czas i że pogoda nie dopisała. Ale co tam, widoki wszystko wynagrodziły, naprawdę. Miałam szczery zamiar zrobić wiele zdjęć, zrobić tutaj jakąś piękną galerię. Ale niestety, na tym chceniu się skończyło, bo - jak to zwykle w takich sytuacjach (u mnie w każdym razie!) bywa - aparat odmówił mi posłuszeństwa. Baterie padły, a w miejscach, w których byliśmy nigdzie nie mogłam dokonać zakupu nowych:( No i skończyło się na "cykaniu" fotek oczyma - dobre i to, jak mnie się zechce, to sobie je oglądam;)

Młodzieniec chory,a tym razem sąsiadka z dołu nie mogła mi się nim zająć, toteż zmuszona byłam iść na zwolnienie. Może to i dobrze, bo trochę odsypiam, bo nadrabiam zaległości w takich banałach jak: pranie, prasowanie, sprzątanie. Poza tym uczę się trochę... Na liście rzeczy do zrobienia w tym wolnym od pracy tygodniu mam jeszcze wiele punktów, których wciąż nie wykreśliłam. A tydzień już się pomału kończy... No cóż, trzeba się sprężyć i to solidnie. Najważniejsze, to sprawdzenie testów, ale tu nockę chyba zarwać trzeba będzie, żeby się wyrobić. I tak znów wpadam w błędne koło - wolne od pracy nie czyni mnie mniej zapracowaną. Tak to chyba wszystkie kobiety mają. Bo śmiem bezczelnie podejrzewać, że facet taki czas wolny jakoś inaczej by wykorzystał - zapewne w sensie bardziej wolnym... W takich chwilach żałuję (ale tylko odrobinkę!), że nie jestem mężczyzną... Ambitnie, żeby ten "wolny" tydzień, pełen rzeczy koniecznych do wykonania jeszcze bardziej zapełnić, postanowiłam uszyć sobie torbę. No i wpadłam w "torbowy" amok - powstały cztery, a co! Jedną z nich w zasadzie uszyła mi sąsiadka. Ja ją sobie wymyśliłam, powiedziałam co i jak, a sąsiadka na zasadzie "czekaj, pokażę ci jak to zrobić łatwiej" uszyła ją w całości. Nie mogę powiedzieć, żebym się gniewała;) No to na koniec mała prezentacja. Torba uszyta przez sąsiadkę to ta duża czarna, pozostałe banały są moje. Kolejne są w planach. A co - będę zmieniać je częściej niż rękawiczki;) Zdjęć nie obrabiam, bo już młody nade mną stoi i woła do zabawy. A hasło: "Moja mamusia zawsze dla mnie znajdzie przecież czas" do czegoś zobowiązuje, bez względu, czy to jest jest tylko podpucha, czy najszczersza w świecie prawda.

Pozdrawiam wszystkich czytaczy i podglądaczy. Mam nadzieję, że jeszcze od czasu do czasu ktoś tu zajrzy...;) Hmmm, mój długi niebyt na tychże włościach sprawił, że nie wiem/nie pamiętam (sic!), jak mam przesunąć zdjęcia, aby były umieszczone w tych miejscach, w których ja chcę, aby były... Dlatego są tak, jak leci, trudno. Później nad tym pomyślę, albo jutro, jak Scarlett;)






3 komentarze:

  1. Cieszę się, że jednak się odezwałaś...
    Zaglądałam tu od czasu do czasu i szczerze mówiąc brakowało mi Twoich barwnych opowieści i niezwykłych zdjęć...
    Tak więc... baaaaaaaaaaaaaaaaardzo się cieszę...
    uznałam to za prezent imieninowy dla mnie...
    Dziękuję!!!
    Ps. Te torebki są szałowe!!!
    Gdzie i za ile można kupić taką superową torebkę?
    Ps. I zdrowia WAM życzę!!!

    km

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooooooooo nareszcie jesteś!Zaglądałam tu częściej niż moze Ci się zdawać:)Nie uważam żeby był to czas stracony ,bo spokojnie zajrzałam sobie do Twoich starszych postów i z równie wielkim zaciekawieniem, poczytałam je sobie ponownie.

    Twoja wierna fanka moja Ty "zdolna bestyjko"
    W.Sz Zdolny Śląsk(żeby była jasność)
    Zdrówka życzę i oby do wiosny!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszymu się że się odezwałś,młodemu zdrowia i odporności większej życzymy :)))

    OdpowiedzUsuń