odwiedzinowo

piątek, 27 sierpnia 2010

dziecięce rozmówki




Na początek zdjęcia, które miały być na końcu, ale coś mi się tu krzaczy, no i nie działa tak,  jak powinno. Mniejsza z tym - zdjątka są, a gdzie, to już nieistotne.

Kuzynka smyka mego przyjechała do babci. Jest więc piętro niżej, a co za tym idzie, dzieciaki - rówieśnicy w zasadzie, widzą się każdego dnia. Ich miłość wzajemna objawia się w tym roku kłótniami, biciem, skarżeniem, współzawodnictwem. Dochodzi do tego oczywiście spacerowanie za rączkę, zabawa w dzidziusia (!), przytulaski. W uczuciowości swojej przechodzą z jednej skrajności w drugą, no i tak naprawdę można oszaleć momentami, ale trzeba być dzielnym;) Dobrze, że melisy w ogrodzie nie brakuje... Czterolatki te charakterne są dosyć, a co za tym idzie, trzeba im serwować co jakiś czas dłuższe momenty odosobnienia. Wtedy i miłość między nimi jest większa, i w zgodzie bawić się potrafią nieco dłużej. Dziś, po porannych szamotaninach mieli postawione pod znak zapytania popołudniowe spotkanie. Jako że i ja miałam trochę pracy do pracy, a co za tym idzie, sporo siedzenia przy laptopie, nawet na rękę było mi to odosobnienie. Co prawda zamierzałam zejść do sąsiadki na małą kawkę, ale smyk nie musiał o tym wiedzieć. W którymś momencie młody przyszedł do mnie, podparł się o framugę i z miną mędrca, a zarazem smakosza stwierdził: "Mamunia, wiesz co, tak sobie myślę, że może wyskoczylibyśmy do babci na małą kawkę..." Zasugerowałam mu delikatnie, że kawka, jak już, to dla mnie, dla niego soczek, ale ja kawkę akurat piję, a do babci nie pójdziemy z dwóch powodów - jego kary i mojej pracy. Młody nie poddawał się: "Wiesz co, myślę sobie, że jednak mała kawka by nie zaszkodziła... "Cwaniak, dobrze kombinował - ja na kawkę, on na wariacje z młodą. Byłam nieugięta. Po jakichś 20 min dziecię ponownie było przy mnie: "Wiesz co, jak nie pójdziesz na kawkę do babci i mnie ze sobą nie weźmiesz, to z kim ja biedny będę się bawił? Zastanów się trochę mamuniu, dobrze? Tylko wymyśl wszystko dobrze, to ważne". Zasugerowałam mu, że już wymyśliłam i nigdzie nie pójdziemy. Na co młodzieniec, w akcie desperacji znów przystąpił do ataku: "Jak nie pójdziemy na dół do dziewczyn, to z kim ja się będę bawił". No ze mną, to oczywiste, prawda? Dziecko podeszło do mnie, złapało mnie za twarz i zogromną szczerością podsumowało: "Wiesz co mamuniu, świetna z ciebie kobieta mojego życia, ale ja mam ochotę pobawić się z dzieckiem. Chodźmy więc do babci". No i poszliśmy. 

1 komentarz: