odwiedzinowo

poniedziałek, 19 lipca 2010

pourlopowo


Pourlopowo znaczy, że w domu masa roboty - plewienie, koszenie, zbieranie zbiorów... Ale już, już prawie się z tym uporaliśmy. Nawet wczoraj napełniliśmy baniaczek białymi porzeczkami na winko. Hmmm, szkoda, że trzeba na to tyle czasu czekać;)

A jeśli chodzi o urlop... cóż, ja już tęsknię. Kocham to miejsce, w które jeździmy każdego roku. Zjeździłam całe Mazury i zatrzymałam się na Warmii w Kretowinach. Teraz tam wypoczywamy, bo to miejsce, w którym można znaleźć wszystko to, czego potrzeba - jeśli ktoś chce spokoju, znajdzie go na pewno; jeśli ktoś chce ludzi i odrobiny wakacyjnego hałasu - też to osiągnie. Kretowiny ze swoim pięknym jeziorem to dla mnie przystań, w której chciałabym kiedyś zatrzymać się na dobre - no, ostatecznie gdzieś w pobliżu:)
Kiedyś jeździłam tam z przyjaciółką pod namiot. To było życie! Jeździłyśmy na całe wakacje - dopóki pieniędzy starczyło (radziłyśmy sobie na różne sposoby, aby przedłużyć pobyt - np. zbieraniem butelek po piwie - nawet ze śmietników! - i ich sprzedawaniem, z tego też tam słynęłyśmy). Do końca roku z nostalgią wspominałyśmy te dwa miesiące. Od stycznia zaczynałyśmy już planowanie wakacyjnego wypadu. Dwumiesięczne ładowanie akumulatorów musiało nam wystarczyć na pozostałą część roku.
Teraz trochę się to pozmieniało. Akumulatory ładować trzeba w przyspieszonym trybie - dwutygodniowym. Oj, ciężko jest wracać. Ale sam pobyt, moment przyjazdu - to jest jak zachłyśnięcie się powietrzem po zbyt długim pobycie pod wodą. I tak naprawdę nie jest ważne, czy jest tam ładna pogoda, czy deszcz. Tak naprawdę przyjeżdża się tam dla samego miejsca, dla atmosfery, dla samego bycia i ludzi - starych (także powracających) i nowych (też wrócą na pewno!). Niektórzy śmieją się już z tej mojej kretomanii, ale prawdą jest, że w miejscu tym można się zakochać. Zresztą, kto kocha jeziora, pokocha również i to. Zaraziłam tym miejscem M. mojego, pokochał je nasz synek. Nad morze nikt z nas nie chce jeździć. Robimy sobie co prawda całodniowe wypady nad morze, ale nie, oj nie - chcemy wracać nad jezioro, bo tam dla nas jest lepiej, magiczniej, bardziej swojsko.
Obudziliśmy się razu jednego z M. ok. 3.30, bo Młodego przez bolący paluszek niespokojności senne ogarnęły, no i tak po uspokojeniu go, wyjrzeliśmy przez okno. Patrzymy, a tu, zaraz przy naszym domku stoi sobie bocian - dumny, piękny. Niestety, nie udało nam się zrobić mu fotki, ale widok był naprawdę dla nas niesamowity. Przechadzał się później przed domkiem naszym, robił obchód wokół innych. Szkoda, że nie udało nam się tego uwiecznić.
Za to dwa dni później wynagrodziliśmy sobie brak bocianiego zdjęcia wiewiórką, która przysiadła na drzewie obok domku naszego. Tak przez dwa dni do nas przychodziła, ślicznotka jedna!


Łabędzi oczywiście także nie brakowało. Chleb więc nie miał prawa się zmarnować, wszelkie resztki szły dla kaczek i rodziny łabędziej.


Nadmorski pobyt przyniósł nam też - oprócz wiatru, słońca i piasku - sporo ubawu. Traktor, przejeżdżający przez plażę stał się dla wszystkich wczasowiczów super widokiem.


Ale i tak nie ma to jak jeziora - morze morzem, a jezioro jest dla nas ponad wszystko;)
Uwielbiam zachody słońca nad jeziorem. Mogłabym godzinami się w nie wpatrywać - hm, szkoda, że tak się nie da, bo to chwila przecież, ale jaka chwila!


Mogłabym tak długo jeszcze wzdychać, achać i echać, ale co to zmieni? Wróciliśmy już z tego magicznego dla nas miejsca i tak już pozostanie. Jedynie zanucić sobie można: "znajdziesz tam cel swojej drogi, wrócisz tu za rok, wrócisz tu za rok...". My cel znaleźliśmy i wrócimy, na pewno wrócimy, szkoda tylko, że faktycznie dopiero za rok. Ale może dzięki temu bardziej docenia się to miejsce, jego magię, niepowtarzalną specyfikę.
No dobra, koniec na dziś tego nostalgicznego trucia;)

7 komentarzy:

  1. Nostalgii i zachwytu nad pięknem miejsc tych zagubionych gdzieś daleko od głównej drogi,nie wolno się wstydzić.Pięknie piszesz o Kretowinach. Życzymy abyście mogli(tak jak chcesz)kiedyś znaleść tam wytchnienie na stałe,bez powrotów do tego,co podobno nazywa się dumnie cywilizacją(lepszym światem).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm Warmia - nie wiem dlaczego ale ostatnio kojarzy mi się z lawendą - rozmażyłam się....
    A do wiewiorek mam słabość - Wasza jest prześliczna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. OOOOOO matulu jaka RUDA!!!!!!!!!! :)))) śliczna!!! Mazury to i ja uwielbiam.... i morze uwielbiam.... i Kaszuby uwielbiam.... i podkarpacie uwielbiam....i góry uwielbiam (trochę mniej z racji posiadania ich za oknem ;)) i uwielbiam nasz kraj za różnorodność :))) Chciałabym zjeździć Polskę wzdłuż i wszerz i zobaczyć wszytko i to co znane i to co schowane.... ale masz rację najlepiej tam gdzie cicho i spokojnie.... przynajmniej dla nas :))I nie martw się... rok szybko minie i znowu zawitacie do Kretowin a one znowu Was przywitają i znowu weźmiesz oddech na cały długi rok. Całuski Gaba B.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozdrowienia wakacyjne... na razie z mojego urokliwego Bielska, ale już trochę pojeździłam i za chwilę znowu wyjeżdżam z domu... Uwielbiam wakacyjne wędrówki... Zwłaszcza, gdy za oknem mnóstwo robotników troszczy się, bym w zimie nie zmarzła i dlatego rzucają styropianem na wszystkie świata strony... Troszczą się też o to, bym mogła posłuchać jakże kwiecistej mowy w języku łacińsko- kuchennym...
    Dlatego już jutro wyślę do Ciebie SMSa z okolic...a zresztą zobaczysz...
    Buziolki dla Maleństwa!!!
    Km

    OdpowiedzUsuń
  6. Piekna ruda wiewiorka, jak mi ich brakuje, tu w UK tylko szare sa, jakies takie malo swojskie :) I jeziora rowniez kocham najbardziej!

    OdpowiedzUsuń