odwiedzinowo

poniedziałek, 17 maja 2010

trochę o przyjaźni

Za oknem pada, w zasadzie to leje - bez przerwy, w różnym nasileniu. To nie nastraja mnie optymistycznie. Jakieś ponure myśli ze mnie wychodzą. Przy takiej pogodzie tracę całą werwę, chęć życia, optymizm. Zbiera mi się na smuty, na narzekanie. Więc ponarzekam trochę, trudno, co mi tam...
Gdy trzy lata temu zdecydowaliśmy się na opuszczenie Śląska, zostawiliśmy tam tak naprawdę wszystko. Pracę, mieszkanie, rodzinę, przyjaciół, znajomych. Był to swoisty sprawdzian dla przyjaźni. Przyjaciele pozostali - to najważniejsze. Tutaj, poza domem, Sąsiadką z dołu i małym fragmentem rodziny oraz pracą, nie mamy nikogo. Trzy lata mieszkamy i w rzeczywistości nie mamy znajomych. Praca jest pracą, ludzie z pracy są na chwilę. Przynajmniej dla mnie. Z nikim nie potrafię wejść w taką zażyłość, która pozwoliłaby mi umówić się na najzwyklejszą w świecie popołudniową kawę z ploteczkami. Są momenty, kiedy mi tego brakuje. Czasami - jak dziś, kiedy leje, kiedy M. znów wyjechał na dni kilka - chciałoby się z kimś spotkać, pogadać o bzdurach. Brakuje mi więc niekiedy jakiejś bratniej duszy tutaj, na miejscu. Nie wiem, może to moja wina, że nie spotkałam tu nikogo, z kim chciałabym/potrafiłabym się zaprzyjaźnić - to chyba nawet za wielkie słowo. Wyszłam chyba z założenia, że przyjaciół już mam - takich prawdziwych, na których mogę liczyć, mimo dzielących nas kilometrów i nie potrzebuję tutaj nikogo takiego. A jednak... jestem bytem stadnym, nie potrafię tak w samotności. No i żeby się nie zapętlić - z jednej strony jest mi tak dobrze. Mam tu to wszystko, co potrzeba, co chciałam mieć - rodzinę, dom, pracę. Z drugiej strony - przyjaciół mam, ale daleko; na miejscu - nie licząc pracy i sąsiadki - nie ma do kogo gęby otworzyć. Hm, może to moja wina - jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Śpi mi się dobrze, nie przeczę. Znajomi, przyjaciele przyjeżdżają do nas, my do nich. Jednak na te przyjazdy trzeba się umawiać, bo to już nie - pyk, chwila moment i już jesteśmy u siebie. Teraz jest to cała wyprawa. Wyprowadzając się, zostawiliśmy tych, którzy byli nam najbliżsi i brakuje mi ich tutaj. Czas spontanicznych wypadów do knajpki, nasiadówek nocnych, gadulców o niczym minął, niestety. Samotny w tłumie - świetna diagnoza.

W tym momencie zalewa naszych przyjaciół z Bielska. Czuję się bezsilna, bo nie możemy w żaden sposób im pomóc. Jedynie rozmowy przez telefon, jakieś słowa otuchy i to wszystko, co możemy zrobić. Przydałaby mi się magiczna różdżka, za której sprawą przeniosłabym się do nich i choć trochę pomogłabym im w tej walce. Chciałabym ich przytulić, potrzymać za rękę i powiedzieć, że będzie dobrze, bo przecież będzie. Zła jestem na siebie, na tę bezsilność. Ja siedzę sobie tutaj, w ciepłym domu, piję gorącą kawkę, nosa nie chce mi się wystawiać poza drzwi - muszę jednak, bo zaraz po brzdąca do przedszkola trzeba jechać - a oni tam walczą, martwią się, ile jeszcze to potrwa, czy ich dom to przetrwa...
Wierzę, że będzie dobrze, na pewno. Trzymajcie się tam kochani, jesteśmy z Wami. Ten deszcz w końcu musi przestać padać. Musi, no!

4 komentarze:

  1. I się poryczałam.... DZIĘKUJEMY DZIĘKUJEMY I JESZCZE RAZ DZIĘKUJEMY i dziękować nie przestaniemy za to że jesteście. I nie czuj się bezsilna przez dzielącą nas odległość, bo już samo to że mogłam się wybuczeć i wysmarkać Tobie do słuchawki że jest mi źle i nie daję sobie już z tym rady to było coś co dało mi siłę od nowa iść w tą zimną wodę i walczyć z nią. Dziękuję....
    "Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać." że sobie zacytuję mojego ulubionego Antoine de Saint-Exupéry bo tylko te słowa w tej chwili cisną mi się do głowy. Kochamy Was bardzo bardzo mocno!!! Gaba B.

    OdpowiedzUsuń
  2. A po nocy przychodzi dzień,
    a po burzy spokój.....

    OdpowiedzUsuń
  3. Taki deszcz jest trudny do zniesienia, zwłaszcza, gdy wiemy, że nasi przyjaciele są w niebezpieczeństwie. I my po przeprowadzce pozostawiliśmy przyjaciół. Na szczęście przyjaźń przetrwała i pojawiły się nowe. Nie, wcale nie w najbliższej okolicy. Wspaniałe przyjaciółki znalazłam w sieci. Dziewczyny, na które zawsze można liczyć, i które zawsze mogą liczyć na nas. Odbierające na tych samych falach - bratnie dusze po prostu. Będzie dobrze Greenka. Słońce w końcu wyjdzie, zaświeci, osuszy mokra ziemię, a my będziemy silniejsi o kolejne doświadczenia. Ściskam Cię mocno. Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałem zamieścić tu komentarz do tego tak pięknie napisanego tekstu, jednak było by to pewnego rodzaju kuriozum , zupełnie jak jak tekst który przeczytałem o przyjaźni :)

    OdpowiedzUsuń