odwiedzinowo

wtorek, 4 maja 2010

miodek z mniszka i inne wiosenności

Zdjęcie powyższe ukradłam z ogrodu sąsiada mego:) Tak mi się spodobały jego kwitnące jabłonie, że musiałam ukradkiem je uwiecznić.

Przerażająca jest dla mnie niewiedza, czy też ignorancja ma. Bo pewnie się okaże, że wszyscy wokół wiedzieli o wielkich możliwościach mniszka najzwyklejszego w świecie, tylko ja dopiero teraz olśnienia dostałam. Rany, człowiek naprawdę całe życie się uczy i wciąż tyle zakrytych kart wiedzy przed nim leży. Miło jednak jest je odkrywać, bo przez to bogatszym wewnętrznie można się poczuć. Co z tego, że karty te tak często mają napis "banał"?! - dla jednych banał, dla innych coś cennego. Zresztą, banał, czy nie - to zawsze kolejna odkryta karta i już.
Ja tę kolejną kartę odkryłam kilka dni temu, czytając kolejny wpis blogowy Ushii. Dowiedziałam się mianowicie, że z kwiecia żółtego, który w tym roku sowicie obsypał nasz ogród ,można zrobić smakowitości - zdrowe, co najważniejsze! Dlatego, zamiast się wściekać na kolejny wysyp mlecza, postanowiłam go pozbierać. W zrywanie główek wszyscy się zaangażowali, toteż zbiory poszły płynnie i sprawnie:) Długi weekend, oprócz gościnności, upłynął mi pod hasłem "miodek z mniszka". W niedzielę rozlałam wszystko elegancko do słoików - osiem ich mi wyszło (trzy, jeśli nie więcej, znalazło się na piecyku i poza nim - sprzątanie tego było dla mnie fantastycznym doznaniem...:(. Poniedziałkowi goście zostali obdarowani dwoma z nich - niech zdrowie im daje. Ja za to, w najbliższych dniach zamierzam kolejne zbiory poczynić, bo miodu tego warto chyba więcej zrobić. Poza tym, hm... winko też podobno można z tych żółtków zrobić, a na to - zdecydowanie reflektuję:)

Deszcz wiosenny powołuje do życia wszystko to, co posiałam i aż miluchno się robi, gdy patrzę, jak wszystko elegancko pnie się w górę.
Wiśnie - trzy bidy nasze i jedna samotnica - znów zachwycają wysypem kwiecia. Oj, będą owoce smaczniuchne. Młodzieniec tylko martwi się, kto będzie mu zrywał wisienki do miseczki - bo przecież zawsze robił to Dziadziuś. No cóż, ten rok jest już inny pod każdym względem, a my inności tej musimy po prostu się nauczyć. Malucha wspomnienia dopadają najczęściej w najmniej spodziewanych momentach, co uświadamia nam, jak bardzo był z Dziadkiem zżyty i że to zżycie zbudowane jest nie z wielkich rzeczy, ale z drobnostek. Drobnostki okazują się brylantem.

W przedszkolu u dziecięcia naszego był rodzinny konkurs ekologiczny pt. "Drzewo przyjacielem dziecka". Nagłowiłam się nad tym niesamowicie, aby ostatecznie wykorzystać pniak brzozy, do którego, po nawierceniu, umocowałam gałąź wierzbiny. Zawiesiłam na niej różności, przydatne dziecku, a mające związek z drzewem właśnie - np. klocki drewniane, kredki. Nawet rysunki się pojawiły - wujek coś na kartce nagryzmolił, tatuś również, jakaś kolorowanka Młodzieńca... no i tak to się jakoś ułożyło, rozłożyło. Nie miałam absolutnie weny twórczej do tej pracy. W końcu stwierdziłam - co wyjdzie, to wyjdzie i tyle! Szkoda tylko, że nie mogę efektu tej pracy efektownie:) sfotografować. Namiastkę jednak tu wrzucam, coby nie było, że gołosłowiem się trudnię.

Nasza domowa wierzba też zmieniła już wystrój) Zrzuciłam z niej świąteczne jajka, zawieszając moją kolejną szydełkową dłubaninę - kwiatuszki. Te kwiatuszki stały się niejako moją obsesją, pewnie po to, aby stłumić wyrzuty sumienia powodowane wciąż anemicznie postępującą pracą nad szydełkową zazdroską;)

Czas wiosenny to zdecydowanie nie jest dla nas czas domowy, tylko ogrodowy. Zarzucone zostały więc wszelkie prace dłubalne w domu. Teraz dłubiemy w ziemi i to jest fajne. Cały wegetatywny okres zimowy czekamy na to, aby móc znów siedzieć w ogrodzie. Wieczorami padać na twarz ze zmęczenia, ale mieć tę satysfakcję - znów coś się zrobiło, znów coś zakwitło, znów coś się odświeżyło. Kto był i widział, jak ten nasz - szumnie zwany - ogród wyglądał 3 lata temu, ten wie, że prace poszły do przodu zdecydowanie:) Hm, na zamierzony efekt przyjdzie mi czekać jeszcze trochę - tak podejrzewam. Co za tym idzie, pewnie wnuki moje będą mieć z tym do czynienia, jeżeli takowe będę miała;)

1 komentarz:

  1. Hejka!
    Oglądam zdjęcia z Twojego ogrodu... i z Twojego domku... I coraz bardziej jestem zdecydowana, by wstąpić do was na herbatkę z miodzikiem mleczykowym... Kto wie...? Może podczas wakacji zahaczę o Twój ogródek...?
    Tymczasem pozdrawiam na odległość i łaczę się z Wami pijąc herbatkę z mleczykowym miodzikiem u siebie na balkonie... ( to taka namiastka ogródka w dużych miastach, na osiedlu)
    Km

    OdpowiedzUsuń