odwiedzinowo

czwartek, 27 maja 2010

ciągle pada...

Pada, pada, pada... Z przerwami, owszem, ale co z tego, skoro deszcz w tego roczny maj jest niejako awansem wpisany. Nic praktycznie w warzywniaczku mi nie rośnie. A jeśli nawet urosło, to w większości zmarniało. Cóż, w tym roku nie poszalejemy ze zbiorami. Mówi się trudno.

Dostałam dziś kolejny numer Country. Ech, byle do wieczora - rozsiądę się z herbatką w ręce i odpłynę, bo jest co czytać, oglądać i czym się zachwycać. Przynajmniej tyle mogę, a co! Sama nie mam, to choć poczytam, co inni mają:) A mają - takie cudne domy, ogrody, pasje, a przy tym są tacy normalni, zwyczajni.
Fascynują mnie tacy ludzie - mają wszelkie podstawy do zarozumialskiego obdzierania nosa o sufity, a pozostają prości, czyści. No i tak trochę odbiegając od Country - polecić chciałam blog ludzi, którzy właśnie mnie zafascynowali. Pasję mają niesamowitą i żyją na pięknych terenach. A blog ten to: http://duoart.blogspot.com Warto trochę się tam rozgościć, chociażby dla samego podziwiania alpak - przepięknych!

Coś się plączę, ale nie mam dziś weny twórczej. O czymś zupełnie innym pisać chciałam.
Tak sobie poczytałam komentarze do mojego ostatniego wpisu, no i refleksja pewna mnie naszła. Mała, skromna taka. Złośliwostka się pojawiła. Szkoda, że nie jest podpisana. Blog otwarty jest, ma to do siebie, że z założenia dostępny jest dla wszystkich, którzy chcą czytać. A skoro czytają, to czasami komentują. Nie manipuluję komentarzami. Bo nie byłabym szczera. Sama jednak nie lubię być manipulowana. Ot, to tyle odnośnie mojej refleksji. Miło mi jednak, że od czasu do czasu ktoś tu zaglądnie, podglądnie, poczyta, skomentuje:) Zresztą, dzięki temu mojemu blogowaniu się, zajrzałam w wiele pięknych miejsc, u wielu ciekawych ludzi zagościłam. Wirtualnie, owszem, ale co to za wizyty były!:)

Wielka powódź nas nie osaczyła. Deszcze jednak, jak pisałam na początku, skutecznie poniszczyły to, co zostało posadzone w warzywniaczku. Również nas stawik znacznie się powiększył, zamieniając się w dużą brejowatą wodę.


W "lesie" naszym wyrósł też grzyb. Sąsiadka z dołu triumfalnie nam go przyniosła i do fotografii stanęła;) Tato byłby zachwycony - zawsze szukał u nas grzybów, a tu bęc, w tym roku wreszcie jeden się pojawił. Ten jedyny okaz, jaki udało się znaleźć, trochę nadgryziony przez ślimaki jest. Ale oko pocieszył. Na cele konsumpcyjne nie został spożytkowany, tylko rozrodcze. Kto wie, może kiedyś będziemy chodzić do ogrodu z koszykami na grzybobranie?! :):)

No i na koniec, muszę, muszę coś pokazać:) W przedszkolu u dziecięcia mojego panie wywieszają prace dzieci i każdy rodzic może sobie pooglądać to, co jego pociecha stworzyła. Maluch nasz jest w najmłodszej grupie i ich prace są głównie farbkowo - kredkowe. Jedne są lepsze, inne dobre inaczej (dziecko nasze jest raczej w tej drugiej kategorii). Synuś nie ma talentu malarskiego, zdecydowanie, ale stara się ogromnie, a my z kolei staramy się ambitnie podążać tropem jego wyobraźni. Jeśli jest coś do pokolorowania, to zdecydowanie daje radę. Otrzymałam od niego piękną laurkę na Dzień Matki. Nieco inaczej jest, gdy rysują, malują coś samodzielnie. W zbiorowisku wywieszonych prac innych dzieci zawsze wiemy, w którą stronę patrzeć, aby odnaleźć dzieło naszego dziecka. Im większa abstrakcja, tym bliżej jesteśmy odnalezienia jego pracy. Tym razem temat brzmiał "Moja Mama". Zrobiłam zdjęcie telefonem, dlatego jego jakość pozostawia wiele do życzenia. Nie chodzi tu jednak o jakość, ale o to, co młodzieniec narysował. Rozłożył mnie na łopatki... hm, ciekawe, ciekawe:) Dobrze, naprawdę dobrze, że temat pracy został napisany, bo potrzebowałabym tłumacza. Co się dzieje z moją wyobraźnią???!!!:)

Jestem ubrana w sukienkę, na której m.in. jest narysowana żyrafa, która była w ZOO. Nie nadążam za wyobraźnią tego dziecka:) Ale wszystko przede mną, muszę trochę poćwiczyć!

8 komentarzy:

  1. Z fantazją dziecięca różnie bywa, bo wyobraźnia dziecka jest niestety większa niż dorosłych i to co dla nas dziwne dla maluchów jest po prostu normalne.Ale trzeba się cieszyć ogromnie kolorystyką obrazka.Jesteś na pewno wspaniałą mama, skoro masz taka barwną suknię.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyobraźnia dziecka nie zna granic! Pamiętam prace, jakie dzieciaki rysowały podczas dogoterapii. Mój Czoperek przybierał tam postaci zaiste przedziwne.. Że nie wspomnę o sobie... Co do Country - wiesz, bohaterowie naszych reportaży to ludzie tacy sami jak Ty, czy ja. Dokonali w życiu pewnych wyborów, żyją w taki, a nie w inny sposób i zazwyczaj należą do tych, którzy " znają Józefa". Czyli odbierają świat na tych samych falach. I to jest właśnie najpiękniejsze. Że chociaż żyjemy inaczej - tak wiele nas łączy.
    Ściskam najserdeczniej!
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  3. PS. Ale masz cudnego kota na głównej fotce. Boski!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten deszcz otacza nas wszystkich, jakoś tak niebo się zasnuło i nie widać końca podróży tych cieżkich chmur po naszym niebie....
    Ale są na to sposoby...
    Dziecięca wyobraźnia, jeszcze cieplutki numer Country - również dzisiaj się nim zachwycam - wierząc z dziecięcym zachwytem w sercu, że moje marzenia o chacie z bali również się kiedyś spełnią...
    A narazie miłego trenowania ukrytej w nas dorosłych - dziecięcej wyobraźni :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglądasz uroczo...
    Pozdrawiam.
    Km

    OdpowiedzUsuń
  6. a u nas dzisiaj było słońce!!!!!!!!!!!!!! I oby na jak najdłużej pozostało!!! A o rysunku się nie wypowiem....:)))))))))))))poproszę mojego syna żeby mnie narysował i wtedy pogadamy :))))) Gaba B.

    OdpowiedzUsuń
  7. a rybki są w stawiku?..no proszę już pierwszy grzybek..wcześnie w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się klimat na Twoim blogu, będę zaglądała częściej:) Może zechcesz wymienić się linkami? Twój link już u mnie jest:) pozdrawiam, Aneta:)

    OdpowiedzUsuń