odwiedzinowo

poniedziałek, 1 marca 2010

no i finito!

Tak, tak, finito, wreszcie koniec z kredensem!
Wyczyszczony, pomalowany, polakierowany... padam na twarz. No i dlatego, że twarz mi leci na podłogę, nie ma dziś szans na długiego posta. Zresztą, nie tylko twarz na podłogę mi leci, ale także dłonie, które gdzieś w nadgarstkach odpadają i kręgosłup, który zaraz odwieszę chyba na fotel, żeby odpoczął sobie. Dziś w zasadzie tylko o kredensie, na większe wynurzenia nie mam ochoty.
We czwartek zaczęłam malowanie pt. biała farba - to mnie załamało, bo dół kredensu zaczął mi przypominać szafkę łazienkową, niestety. W piątek, gdy już kolejny kolor wkroczył, sprawa nabrała innego obrotu.


Kuchnia przeżyła lekki lifting. Dalej pozostajemy w kręgu prowizorki, ale tym razem prowizorki udoskonalonej. Tak, to prawda, najgorzej jest się zapętlić w dopracowywaną tymczasówkę, bo wówczas trudniej jest wejść na grunt stały. Ale co tam, teraz zrobiliśmy krok milowy - krok w stronę stałości, a nie tymczasówki, choć nadal w jej kręgu pozostajemy.
W sobotę na kuchenne włości wkroczył dół kredensu. W niedzielę - tak, tak, trochę przegięliśmy, ale musieliśmy całość uzupełnić - wnieśliśmy górę. No i tak fajnie się od razu zrobiło. Co prawda kredens nie ma jeszcze uchwytów i szybek, ale już oko cieszy. Nie potrafię jednak za pomocą zdjęcia oddać faktycznej kolorystyki, trudno, na słowo trzeba mi uwierzyć, że jest ok. Skro ja sama jestem zadowolona, M. także, no i młodzieńcowi się podoba, to znaczy, że nie jest źle:)

Jednak jeszcze jedna rzecz mnie drażniła, dlatego dziś postanowiłam przemalować szafkę, która tymczasowo zajmuje miejsce kuchenne. Przemalowałam, no i proszę! Mamy komplet, nic nie razi. Nawet koszyk na ziemniaki i różne ziemne sprawy jedzeniowe pobieliłam z rozmachu, coby i on dopełnił całości.


Dzisiejszy dzień minął mi pod hasłem - malowanie szafki i porządkowanie bałaganu. Dlatego właśnie padam na twarz. Jutro jedziemy po szybki i uchwyty i ogłaszam w związku z tym definitywny KONIEC tematu "kredens".

Teraz muszę się wziąć za wychowanie dziecięcia naszego, które pyskate się zrobiło do granic możliwości. Dziś mi powiedział: "nie będę z tobą dyskutował". Rzucił jak nic moim cytatem, ale mój Boże, to dziecię ma 4 lata zaledwie i trochę szacunku matce się należy:) Że już nie wspomnę, jak kilka dni temu przywitał mnie w przedszkolu słowami: "jesteś moją Babą Jagą!". Potem dodał co prawda "kochaną Babą Jagą", ale to faktu nie zmienia, no! .. Urody powalającej może nie mam, faceci na kolana przede mną nie klękają, ale żeby zaraz, brutalnie między oczy??? I to publicznie???
Czy ja zawsze w tej instytucji muszę świecić oczętami?! Już wszyscy mnie tam znają - a to, że jestem pipeńką, a teraz nawet na dodatek Baba Jagą. Masakra! Chyba wpadliśmy w jakąś pułapkę wychowawczą. Ale popracujemy nad tym, popracujemy. Na razie młodzieniec ma wymyślony system w postaci planszy motywacyjnej. Gra jest naprawdę zacięta i wysoka - bo młody o komputer się stara. Dlatego, żeby nie było za łatwo, całość przebiega dwuetapowo. Pierwszy etap to zdobywanie każdego dnia plusów i minusów w różnych kategoriach, np. pomaganie, jedzenie, pyskowanie itp. Przyklejamy mu za każdą zasługę lub przewinienie magnesik w odpowiednią rubrykę. Wieczorem, już przed samym spaniem, maluch zlicza magnesiki z poszczególnych rubryk. Jeśli więcej jest "plusów", losuje sobie naklejkę z wydrukowaną częścią komputerową. A części tych jest sporo, bo "flaki" komputera także są wzięte pod uwagę - wnętrzności omawia M., bo ja się nie znam;) Gdy zbierze wszystkie naklejki, dostanie od nas komputer - oczywiście limitowany czas pracy i dydaktyczne programy:)
Gdy "minusów" jest więcej, niestety, żadnej naklejki, a moment otrzymania komputera się odsunie. Dziś właśnie zdecydowanie przeważyły "minusy". A ja chyba jeszcze bardziej posiwiałam. Jak tak dalej pójdzie, nie wyrobię na farbę do włosów:)

2 komentarze:

  1. Pięknie wyszedł Ci kredens. Z pomalowana szafeczka wygladaja razem fantastycznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Greenko kochana! Dziękuję za cudeńka, które dzisiaj do mnie dotarły!:) Nawet nie wyobrażasz sobie ile sprawiłaś mi radości! Buteleczki oglądam z każdej strony, są fantastyczne! Bardzo, bardzo dziękuję!
    Pozdrawiam cieplutko!
    Dorota
    momentalnieja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń