odwiedzinowo

czwartek, 11 marca 2010

książki i sprzątanie

Przeczytałam jakiś czas temu "Historię Edgara", ale nie miałam okazji, żeby tutaj o niej wspomnieć. Wspomnieć jednak muszę, bo primo: pochwaliłam się, że ją dostałam, secundo: refleksja jakaś musi być, no!
W trakcie czytania tej powieści, zastanawiałam się dosyć intensywnie, czy aby dobrze zrobiłam, czytając jej recenzje, zamieszczone na końcu. Recenzje te ukierunkowały mnie na sposób myślenia thrillerowy, a więc z naprawdę wartką akcją, jakimiś nieprzewidywalnościami, zaskoczeniami, komplikacjami, niebezpieczeństwami itp. Tutaj przede wszystkim zabrakło akcji, która tak bardzo usadowiłaby mnie w fotelu, że noc całą spędziłabym na czytaniu, aby skończyć to, co zaczęłam. Zabrakło agresywnej zagadki, niespodziewanych zwrotów akcji. W końcu pomyślałam sobie, że może ja źle pojmuję ten gatunek, może nie wiem, czym jest thriller, jakie są jego charakterystyczne cechy. Niemożliwe, ale jednak, na przekór własnemu rozumowi, który mówił mi, że mam rację, sięgnęłam po słownik (najbanalniejszy, wyrazów obcych Kopalińskiego) i co tam znalazłam? - że thriller to "film, rzadziej sztuka teatralna, w których sensacyjna i pełna napięcia akcja nasycona jest elementami tajemniczości, grozy i niesamowitości; dreszczowiec". Jednak się nie myliłam - rozumie mój, zwracam honor!
Zamiast akcji i grozy znalazłam w tej powieści piękny, liryczny język, bardzo wyraziście, dogłębnie zarysowanych bohaterów, szerokie opisy, fabułę jasną, przejrzystą, z elementami metafizyki. To nie thriller, ale piękna powieść, której nie można "łyknąć" w jeden wieczór. Nie można, bo trzeba się nią trochę podelektować, w końcu liryczny wydźwięk do czegoś zobowiązuje. Zastanawiam się zatem, dlaczego reklamowana jest jako thriller? Może stała obok jakieś na półce w księgarni? No i skąd pani Oprah Winfrey, której recenzja też się z tyłu znalazła, napisała m. in. "Akcja prowadzona jest dynamicznie, każda kolejna strona wciąga bardziej, przywołując na myśl dramaty Szekspira i greckie tragedie"? Dynamiki tu nie znalazłam, a szekspirowskiego trendu to już na pewno tu nie odczytałam. Więc albo ja czytałam inną książkę, albo pani Oprah nie czytała "Historii..." lub - pokuszę się tu, co mi tam - nie wie o czym pisał Szekspir;) Zgadzam się tylko z jednym jej zdaniem: "Wielopłaszczyznowość tej powieści, psychologiczna głębia i liryczny nastrój uczyniły z niej powieść roku". Do tego stwierdzenia nie mogę się przyczepić w żaden sposób, bo to akurat jest odzwierciedleniem mojej opinii. Prawdziwym zaskoczeniem dla mnie w powieści było jej zakończenie. Faktycznie, nie tego się spodziewałam i zdziwiłam się - pozytywnie, owszem. Dlatego wnioskuję, że recenzenci pisząc to, co napisali, przeczytali początek, środek, a przede wszystkim koniec i stąd wyszedł im thriller. Takie recenzje mogłabym w takim razie i ja pisać. Warto by wspomnieć też słów kilka o bohaterach, o wątkach wprowadzonych i ich słuszności bądź nie dla całości. Warto, ale ja przecież recenzji nie piszę;)

Teraz zaczęłam czytać "Dom nad rozlewiskiem", bo wstyd trochę, że nie przeczytałam, a to przecież prosta i przyjemna lektura. Czytam trochę też pod publiczkę, bo gdy zaczęli puszczać serial, czytałam sporo opinii tych, którzy już lekturę książkową mieli przeczytaną. Opinie były niepochlebne dla filmu, a czołobitne dla powieści. Aby to zweryfikować, należy przeczytać. Co więc niniejszym czynię - późno, bo przecież czasu brak na tym moim oficjalnym nicnierobieniu.

Tak właśnie a'propos nicnierobienia. Dziś rozmawiałam z cioteczką, której znajoma poszukuje kogoś do pomocy w domu. No i tak jakoś przypomniała mi się powieść "Gosposia prawie do wszystkiego" (też lekka i prosta, a co!). Oczywiście - żeby nie było! - moje i bohaterki jedyne podobieństwo to to, że nie mamy pracy, a w kieszeni mamy dyplom. Na tym podobieństwa się kończą. Ale nawiązać jednak chciałam, bo tak zaczęłam się zastanawiać... Kto powiedział, że jak się ma studia, to już u kogoś sprzątać, gotować, prasować, czy nie wiem, co tam jeszcze, nie można robić?! Wiem, wiem, dziewczyna w powieści miała potencjał, miała umiejętności, a przede wszystkim była wyssana z palca. Ja nie mam tych, co ona umiejętności i z palca wyssana raczej nie jestem. Poza tym, nie umrę z głodu bez pracy. Ale moja dusza umrze, jeśli do ludzi nie wyjdę. A kto wie, może to w najbliższym czasie jedyny ludź, do którego mogłabym wyjść? Może gdybym tak do wakacji pobawiła się w gosposię, nie byłoby źle? Przecież cały czas mówię, że jestem otwarta na nowe możliwości, że chciałabym poznać coś innego... Poza tym, taka praca pozwalałaby mi dalej być na oficjalnym nicnierobieniu i odejściu w każdym momencie, bo to chwilówka przecież, rozerwanie się. Hm, tylko bo ja wiem, czy chciałabym to robić i rozrywać się w taki akurat sposób...
Raz już byłam taką panią gosposią, na studiach, w wakacje sobie pracowałam. Zajmowałam się Puniem (durnym - piszę to z pełną świadomością! - synkiem Pani, który nawet nie wiedział, jak ma naprawdę na imię, chociaż miał jakieś 2,3 lata), prasowałam, myłam okna, sprzątałam, jeździłam z Panią na zakupy, spotykałam się z ludźmi ze środowiska artystycznego (tzn. w drzwiach ich witałam, bo te drzwi otwierałam), tylko nie gotowałam. I szlag mnie trafił wtedy, gdy Pani poprosiła mnie o wymycie rowerów: jej, męża i koleżanki. Myłam te durne rowery i myślałam sobie: no, młoda, nisko upadłaś, skoro myjesz już komuś rowery, szanuj się kobieto, szanuj się! I poszanowałam się - następnego dnia wzięłam kasę i elegancko się pożegnałam. Pani jeszcze długo do mnie wydzwaniała, że może się rozmyśliłam, że może wrócę, że przecież za granicę wkrótce wyjeżdżają, a ja z nimi miałam jechać (mąż z Austrii był i ani w ząb polskiego nie łapał), że to, że siamto i owamto. Ale ja nie wróciłam, bo wyjechałam, no i się poszanowałam;)
Gdybym powiedziała cioteczce, że z chęcią popracuję u tej jej koleżanki, szanowałabym się, czy też upadłabym niżej niż przy myciu tych rowerów?

1 komentarz:

  1. Ja mogę powiedzieć Ci tyle że jak dla mnie "Dom nad rozlewiskiem" to masakrycznie nudna kiszka (uuu ale mi się obrazowo powiedziało ;)) Nad książką przysypiałam, serialu nawet nie miałam zamiaru dotknąć tym bardziej że w tym samym czasie na innym programie leciał mój ukochany "Czas honoru". A co do propozycji jak została Ci złożona i pytania jakie sobie zadałaś to.... hmmm pojęcie szanowania i upadku dla każdego jest inne. Jeden poczuje się upokorzony kiedy na ulicy zagada go kloszard a inny kiedy po raz kolejny widzi jak w TV panowie w garniturach za jego pieniądze bawią się świetnie przy jakiejś kolejnej durnej komisji, jeszcze inny...no wiesz o co chodzi. Ja (ale to tylko moje zdanie) przyjęłabym propozycje chociażby dla higieny psychicznej i wyjście z domu do ludzi jak piszesz ponieważ wyznaję zasadę i tak mnie wychowano że żadna praca nie hańbi. A poza tym w domu też sprzątasz, gotujesz, prasujesz itd tyle że za darmo a u tej pani chociażby na waciki będziesz miała ;) całuję mocno życząc podjęcia słusznej i dla Ciebie jak najlepszej decyzji. Gaba B.

    OdpowiedzUsuń