odwiedzinowo

poniedziałek, 8 marca 2010

kobietkowo

Co mi tam, mogę chyba tego świątecznego dnia - przez jednych akceptowanego, przez innych znienawidzonego (ciekawe, że to głównie mężczyźni nie lubią tego święta)- złożyć życzenia wszystkim zaglądającym tu kukaczkom.
Kobietki drogie, życzę Wam nieustannej pogody ducha, zapału, optymizmu, śmiałości, kobiecości dającej siłę i czego tam sobie jeszcze pragniecie. Kwiatka - nie zdążył zakwitnąć:( - ode mnie przyjmijcie!


U nas znów zima. W tym roku chyba trochę rozszerzę moją uprawę melisy, bo nerwowo nie wytrzymuję. Z jednej strony zabija mnie ta biel wyłażąca ze wszystkich stron, z drugiej strony młodzieniec usilnie sprawdza naszą wytrzymałość cierpliwości (sięga już dna, zdecydowanie). Światła, słońca, ciepła mi trzeba, coby nerwy zszargane wreszcie ukoić trochę.

Po definitywnym skończeniu kredensu - uchwyty, szybki już są, przemalowaniu szafki, z rozpędu pędzlem potraktowałam jeszcze stół. Na tym zakończyłam temat kuchennego malowania mebli, chociaż, co tu dużo mówić, teraz krzesła proszą się o odświeżenie. Ale nie mam już weny.
Poprosiłam za to M. mojego, coby mi sklecił ramkę byle jaką - o tę bylejakość chodziło - która miała zawisnąć sobie nad szafeczką odświeżoną. No i dokonał dzieła, ja pobieliłam - chyba jednak popędzluję ją jeszcze tak, jak kredens i resztę - i dzięki temu miałam gdzie umieścić łyżki, które dostałam od K.


W związku z tym, że z obsługą maszyny do szycia jestem już od biedy trochę zapoznana, postanowiłam zawrzeć przymierze z szydełkiem. Zamarzyła mi się delikatna szydełkowa zazdroska do kuchennego okna. Ale to wyższa sztuka, jak się okazuje. Sama umiejętność robienia łańcuszka do tego nie wystarcza, hehe! Dlatego, przy pomocy internetowego kursu obrazkowego, uczę się różnych ściegów (nie wiem, jak to nazwać). Może cierpliwości na tą naukę mi starczy. Na razie dziergam kwiatki, pod czujnym okiem sąsiadki, która też lekcji mi udziela. No i tak sobie myślę, że nie wiem, czy na tych kwiatkach marnych czasem się nie skończy, bo ta dłubanina jest jak na razie mało twórcza w moim wykonaniu. Proszę bardzo, oto moje dotychczasowe dzieło:(


Zanim dojdę do robienia zazdroski (w sumie cztery mi potrzebne!!!), podejrzewam że wcześniej nadejdzie wiosna, a wraz z nią niechęć do siedzenia w domu. Nasiona już przecież są kupione, wszystko czeka na słońce, na ruch ogrodowy. Wówczas porzucę moje bycie kurą domową i zamienię się w ogrodniczkę.
Na razie jednak siedzę w domu, marząc monotematycznie o cieple, nawet o wakacjach - domek przecież wynająć trzeba. A tak trzeźwo patrząc na to wszystko, zastanawiam się, co ja psioczę tak na tę zimę. Przecież śnieg ma jeszcze prawo leżeć. Przecież jest malowniczo bardzo - dziś rano, gdy spojrzałam z okna na nasze ogrodowe czeluście, naprawdę przytkało mnie trochę z zachwytu. Przecież nie ma już mrozów trzaskających. Przecież... ALE NIE MA WIOSNY!
Podejrzewam jednak, że dziś w wielu domach wiosna zagości - tam, gdzie panowie nie bojkotują świątecznego dnia - i zapachnie i rozświetli się od kwiatków jakichś otrzymanych. Oby tych kwiatków było jak najwięcej, bo od nich od razu robi się jakoś tak lepiej na serduchu. Ja już kwiatek w imieniu dziecięcia mego zakupiłam rano. Gdy wróci z przedszkola, ładnie się ubierze i pójdzie do Babci z życzeniami.

1 komentarz:

  1. tulipany... piekne, wiosenne kwiaty. 5 u mnie, w wazonie, obok komputera. Wiosna prawie Elwuniu :)

    OdpowiedzUsuń