odwiedzinowo

poniedziałek, 22 lutego 2010

nie ma lenistwa

Dziś krótko, zwięźle i na temat. Coby nikt nie mówił, że się obijam. A nie obijam się, oj nie. Tylko czasu trochę mało... Hehe, pomyślałby kto - baba siedzi w domu i na brak czasu narzeka. A jednak. Trochę się gościnnie byczyliśmy. Dziś znów "gość w dom...". Ponadto wypiekiem chleba trudnię się już prawie zawodowo. Właśnie dwa robię, aby jeden, staropolskim obyczajem, gościowi podarować;)

Wczoraj szalałam w kuchni, bo dziś młodzieniec ma urodziny, które świętowaliśmy kameralnie wczoraj. A skoro urodziny, to i tort być musiał. Więc robiłam. Wściekałam się tradycyjnie na galaretkę, która ostatecznie, pierwszy raz w życiu mi się ścięła tak, jak powinna. To naprawdę sukces! Ale największym sukcesem był przeszczęśliwy, prawdziwie zaskoczony uśmiech na twarzy malucha, gdy zobaczył tort z zapalonymi świeczuszkami, wniesiony przy zgaszonych światłach. Cóż, dla takich momentów naprawdę warto trochę się potrudzić.

Przeprosiłam się z maszyną moją. Poszyłam kilka ściereczek kuchennych, które zapomniałam sfotografować, a że czas mnie teraz trochę goni, już nie będę biegać z aparatem. Ponadto popełniłam wianek na drzwi kuchenne - mój pierwszy, mało dokładny, ale co tam - mój ci on!

W sobotę posiedziałam trochę nad gadżetami do pokoju młodego. Pomysł ściągnięty od Gaby, przyznaję, która kiedyś pokazała mi fajne pszczoły zrobione z tekturek po papierze toaletowym i bibuły. Takich pszczółek zrobiłam trochę, ale rozdałam i została tylko jedna. Za to w sobotę postanowiłam porobić różne wiszące dziwolągi bez użycia bibuły, za to przy pomocy materiałów i guzików. Oto, co wyszło (kolejne będą się tworzyć w dniach najbliższych).
Tu zgrupowanie zbiorowe, jeszcze nie rozwieszone przysufitowo:


No i pojedynczo dziwolągi (jednego solo nie ujęłam, ale co tam!):



A tu wcześniejszy okaz "anielski":


Jeszcze pszczoła. A może osa. Mniejsza z tym:

Ponadto nie zapominam o moim kredensie ukochanym:) Co prawda robota ostatnio trochę spowolniła, bo i okoliczności różne sobie zaszły. Jednak M. swój plan już wykonał, dół sklecony w jedną całość, drzwiczki przymocowane. Ja szpachlą polepiłam to, co lepienia wymagało. Tera to już tylko ostatnie przetarcia papierem ściernym czekają i malowanie, malowanie...!!! Japa na samą myśl już mi się cieszy, bo teraz do końca jest na pewno bliżej niż dalej.


No i w zasadzie czas kończyć na dziś, bo weny twórczej zdecydowanie nie mam. A na dodatek jeszcze kilka rzeczy zrobić muszę, zanim po mychę moją kochaną do przedszkola pojadę. Jednak obietnicę spełniłam i dziś posta napisałam.
Poza tym, cóż - słońce za oknem, śnieg się topi, nastrój jakoś się poprawia. Wiosna się zbliża i niech nikt nie mówi, że to tylko chwilowe polepszenie pogody, bo... wrrr!!! Skoro naszemu bałwanowi łeb odpadł, wczoraj brzuch też spotkał się z ziemią, to musi to być w końcu jakiś znak, prawda?

3 komentarze:

  1. No w końcu się ulitowałaś i coś szkrobnełaś!Poczwarki sufitowe piękne są!!!!! Teraz tylko wieszać i niech strzegą snów bąbla. Kredens mnie powalił na kolana PIĘKNY PIĘKNY PIĘKNY!!!!!!! I jeszcze ochrzan Ci się dostanie!!!!Gdzie zdjęcie tortu??? I to z galaretką??? A co do wiosny to u nas dzisiaj powaliło solidne konstrukcyjnie igloo więc zima na 100% przegrywa z wiosną i tylko patrzeć jak w krótkim rękawku posiedzimy u nas przy grillu :)) i czekamy czekamy i tęsknimy tęsknimy .... aha i taki wianek na drzwi też poproszę jako staropolskim zwyczajem gościniec przywieziony :p całuski z prośba o nie zaniedbywanie wpisów przesyłam :)Gaba

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie. A gdzie zdjęcia tortu? Ja się odchudzam, to bym chociaż na fotach popatrzyła, bo do cukierni boję się wchodzić. A kredens zapowiada się wspaniale! Na mnie czekają mała, chwilowo czarna komódka i bieliźniarka w takim samym cmentarnym kolorze. Tylko czasu nie mam! A do szycia niestety nie mam cierpliwości. Tu już tylko popodziwiać mogę. Pozdrawiamy serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, zdjęć tortu nie ma, to chyba mało wiarygodna jestem...:) Ale tort był, tylko ja, w radosnym uniesieniu - bo się udał raczej, mogę tak sobie wmawiać przecież, co mi tam! - zapomniałam fotę pstryknąć. No nic, na słowo wierzyć trzeba.
    Asia, Ty się nie odchudzaj, słodycze wcinaj - raz się żyje! A że czasu nie masz, wierzę:)
    Gaba, nie nagabuj z tym wiankiem, nie nagabuj... że już o grillu nie wspomnę, ech!

    OdpowiedzUsuń