odwiedzinowo

wtorek, 5 stycznia 2010

wspominkowo


Dziś, gdy patrzę na to zdjęcie, przypominam sobie naprawdę szczęśliwe chwile. Pamiętam jak Tatuś zabrał dzieci wtedy na spacer do naszego, szumnie zwanego, lasu. Tak fajnie razem wyglądali, że powiedziałam M., aby szybciutko zrobił im zdjęcie - akurat trzymał w ręce aparat. No i wyszło - jedyne w swoim rodzaju, dla mnie ukochane. To było w zeszłym roku - nie, teraz to już dwa lata temu. W zeszłym roku nikt nie myślał o takim zdjęciu. Ubiegłe wakacje były już walką - o kolejny uśmiech, o kolejny dzień, o życie...
Tego spaceru nigdy we trójkę nie powtórzą. Ale pozostało to, co naprawdę dobre - pamięć wspaniałych chwil, liczne zdjęcia, które przywołują autentyczny uśmiech na twarzy. Świadomość tego, że Tatuś był dobrym tatą, naprawdę super dziadkiem. No i to zdjęcie - dla mnie symboliczne.
Postanowiłam, że ten obrazek na moim nicnieróbstwie namaluję i powieszę nad łóżkiem. Antyrama już wisi - pusta na razie - ale jest. Czekała na pomysł zapełnienia i myślę, że to będzie dobra rzecz. Będę mogła każdego dnia patrzeć, jak dzieciaki oddalają się pod przewodnictwem swojego uwielbianego Wodza w kierunku lasu, zasłuchane w niecodzienne historie, których słuchały z otwartymi buziami.

A tak z innej beczki. Mamy dobrych znajomych, z którymi rozumiemy się omalże bez słów. G. ma męża, który jest imiennikiem mojego. I to jest straszne!!! Stwierdziłyśmy we dwie, że jest to jakieś przekleństwo. Obaj, przy wspólnym spotkaniu dostają totalnej głupawki. Czasami ich myślenie wykracza poza wszelkie normy. Zachowują się jak klony - mają te same /niestety/ męskie defekty, upodobanie do piwka i hodowli brzuszka. Poza tym, coś dzieje się z ich męskimi diodami w mózgu - nie zawsze dobrze działają na stykach, stąd te liczne głupawki.
Ostatnio pokazywałam G. ciekawą rzecz na blogu Chata Magoda: imitacja ramy okiennej zrobiona z gałęzi brzozy, zawieszona na werandzie. Super to wygląda. Zachwycałyśmy się tym, analizując szczegóły. Powiedziałam, że na wiosnę zrobię sobie taką ramę okienną. Mój M. zapytał gdzie ją zawieszę, bo przecież nie mamy werandy?! ZGROZO!!! - przekazałam na gg tę błyskotliwą myśl mojego ślubnego G., która powtórzyła to swojemu ślubnemu, a ten z kolei wykazał podobne zdziwienie do mojego - no właśnie, przecież oni nie mają werandy!!!
Litości! Dlaczego ród męski ma tak ograniczone pole swoich płatów mózgowych?! dlaczego ich wyobraźnia tak często szwankuje?! Czy ja to muszę wieszać na werandzie? Chłopy kochane, przecież to chodzi o pomysł - ciekawy bardzo - a nie o zerżnięcie absolutne wszystkiego!
Powiedziałam więc obu klonom i G., że powieszę tę imitację ramy nad łóżkiem, na ścianie, na której nie mam okna. Po to, aby M. codziennie rano mógł przez nią spoglądać i oceniać pogodę na zewnątrz, a jak jego klon przyjedzie, to będą oboje przez nią wyglądać... Tylko G. się śmiała, dziwne. Panowie jakoś - nie wiem dlaczego - obrazili się, twierdząc, że uraziłam ich dumę.

No nic, dziś kolejny dzień trochę stracony - rozbity deczko. Rano odwiozłam Mychę moją do przedszkola, zaraz jadę zwieńczyć dzieło mojego nicnierobienia w PUPie /hehe, no fajny dziwoląg słowny się stworzył/, później korki i tak oto dzień przeleci. No, ale od jutro biorę się do działania. Ostro i z fasonem!

3 komentarze:

  1. witam czytam te słowa i to szczera prawda słowa płynace z serca

    OdpowiedzUsuń
  2. oczywiście chodziło mi o pierwszą częsc bo to co z innej beczki to już do końca sie nie zgadzam

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne zdjęcie.... idą razem do bajkowej krainy... G.B.

    OdpowiedzUsuń