odwiedzinowo

środa, 27 stycznia 2010

urobiona po pachy

"A w domu chlebem pachnieć będzie..."
Tak, tak, to chleb. Chleb, który dziś upiekłam /http://pracowniawypiekow.blogspot.com/2009/05/pain-au-lait-chleb-mleczny.html/. Razem z synusiem, oczywiście:) I chlebem pachniało, że hej! Młodzieniec wcinał i tylko uszy mu się trzęsły. Trochę zostawiliśmy dla M., który właśnie wraca, wraca i wrócić nie może - znów zawiało i zamiotło, ech! A serio - mamy zapewniony na jutrzejsze śniadanko pycha chlebek /teraz to już w ogóle chyba z domu nie będę się ruszać dopóki auto nie wróci do formy, bo tak to wychodzenie po pieczywo jeszcze zmuszało mnie do wyjścia na ten ziąb/. Z żalem - a może i nie z żalem? - muszę się przyznać, że to jednak chlebek na drożdżach sklepowych jest. Zakwas dopiero się robi - bulgocze, rośnie, no i chyba się udaje. Stosuję się dokładnie do przepisu:http://piekarnia.wordpress.com/2008/07/18/jak-zrobic-zakwas-pszenny-i-upiec-pszenny-chleb/, tylko wystartowałam od razu z mąką pszenną. Zobaczymy w sobotę, czy chleb jakiś uda mi się na nim zrobić.
Wzięłam się też dziś za szycie - poszyłam "koszyki" bieliźniane dla młodzieńca i dla siebie zaczęłam. M. musi poczekać w kolejce, bo nici mi się skończyły;) No cóż, nie przewidziałam, że zacznę je w takiej ilości zużywać. Zdjęć koszyków dziś nie pokażę, bo już ciemno, nawet chleb przy popołudniowym - a więc już sztucznym - świetle wyszedł jak wyszedł. Przy okazji, jak już wszystko skończę - czyli jak zdobędę nici - obfocę i wrzucę, coby być dumną i bladą:)
Ten wciąż zalegający i dosypujący śnieg nie nastraja mnie pozytywnie. I gdy maluch zapytał mnie dziś, kiedy pójdziemy lepić bałwana - odruchowo odpowiedziałam, że nie w tej dziesięciolatce. UUU, wyrodna ze mnie matka, ale wołami mnie nikt nie wyciągnie i nie namówi na lepienie bałwana. Dziecięciu szybko wytłumaczyłam, że jest zbyt wielki mróz na to, aby bawić się śniegiem. Po tym nastąpiła seria "gdybań" i "dlaczego", aby wreszcie nadszedł czas na zrozumienie. Przyznałam się też, że nie lubię śniegu i dlatego tak brzydko na początku odpowiedziałam. Na co syniątko, błyskotliwie odpowiedziało: "Nie martw się tym mamusiu. Dziadziuś wiedział, że nie lubisz śniegu i dlatego z nim kiedyś budowałem iglo i z tatusiem, a ty tylko zdjęcia robiłaś. Dziadziuś jest teraz aniołkiem i patrzy, kiedy to iglo zbuduję z tatusiem. Ty nie musisz." Hehe, muszę to jutro M. powiedzieć - zlecenie na robotę ma! Ja nie muszę:)
A tak na marginesie - jak wstawić odnośnik do strony internetowej na zasadzie: tutaj, a nie w sposób prymitywny, jak to zrobiłam wcześniej? Nie mam pojęcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz