odwiedzinowo

sobota, 9 stycznia 2010

śnieg, śnieg...

Zasypało nas nieźle. Od rana M. urządzał odśnieżanie chodnika po to, aby koło południa przyjechał pług chodnikowy na gotową robotę - przyjechał, aby się przejechać, bo wszyscy już chodniki uporządkowali.
M. walczy teraz z odśnieżaniem balkonu, bo śniegu aż pod okna dosypało i dowiało. Wszystko przy okazji zmrożone jakimś dziadostwem, które właśnie leci z nieba - jest więc elegancko.
Nienawidzę zimy, tego chodzenia w grubych kurtkach, płaszczach... Dla mnie przez cały rok mogłaby być wiosna i lato, tak na zmianę, żeby się nie znudziło. A tak, nasypie śniegu, zrobi się potem z tego błocko i będzie wesoło, że hej! Już na samą myśl kwasi mi się nastrój. Misiaczek mój kochany, gdy zobaczył rano zasypane światełka balkonowe, za których włączanie i wyłączanie jest odpowiedzialny, prawie się rozpłakał: "nie widać migotania przez ten śnieg". Teraz tatuś musi odkryć migotanie, bo tak być nie może:)


Dzień przed Wigilią, koło 19tej zadzwonił domofon. Jakiś pan powiedział, że jest do mnie przesyłka. Trochę zdębiałam, bo niczego się nie spodziewałam. Okazało się, że pan miał dla mnie piękną gwiazdę betlejemską /czy jak to się nazywa/, z bilecikiem w środku. Podpisałam i żwawo pobiegłam do domu.
Nie, nie, męża o taki gift nie podejrzewałam, chociaż stosunkowo niedawno przerobiłam z nim zanik spontanicznego romantyzmu w jego wykonaniu. Kiedyś jeszcze była jakaś róża ot tak przyniesiona, jakiś bukiet kwiatów przez posłańca podesłany. A teraz? - nic, zupełnie nic. Okazyjnie, nie powiem, jak najbardziej, ale bez okazji - tu diody szwankują w całej okazałości. Gdy mu o tym powiedziałam i brak romantyzmu męskiego wytknęłam także Krzysztofowi naszemu dobremu kumplowi, zaraz zaczęli się tłumaczyć, że kobit to nie można rozpieszczać. Mężulek oświadczył, że przecież nie raz z wyjazdów przywozi mi ulubionego batona. No i ręce opadają. A ja chcę czasami się obudzić i zobaczyć na stole kwiatka, którego mąż mi przywiózł po dwóch dniach nieobecności. Nie musi być nie wiem jak wypasiony. Może być nawet przywiędnięty, ale niech będzie. A ten mi tu z princessą wyskakuje, że pamięta i jak sobie coś kupuje, to przy okazji i dla mnie weźmie. Batona... Wrr...
Dlatego wiedziałam od razu, że gwiazda ta nie jest od męża, tym bardziej, że gdy podpisywałam przyjęcie, jego imię na karcie też widziałam. A więc kwiat ten był dla nas, a nie tylko dla mnie. Bilecik wyjęliśmy i razem przeczytaliśmy. Ja się popłakałam, bo to od dobrych znajomych naszych - M. i R. - którzy wiedzieli, że akurat w tym czasie jest nam ciężko. Że to pierwsza Wigilia bez Taty, dokładnie tydzień po jego odejściu. Że to inne Święta dla nas będą. Napisane było: "...aby te Święta były czasem spokoju, aby Narodzony Jezus był ukojeniem dla duszy i pociechą dla serca". Oj M., ogromnie mnie tym wzruszyłaś /bo to Twój pomysł był, jak się potem okazało/. Poczułam się tak, jakbyś była blisko mnie, a nie oddalona o 250 km.

To są chwile, kiedy odczuwa się namacalnie wręcz siłę przyjaźni. A przyjaciele, znajomi, wszyscy byli z nami w tych trudnych chwilach. I wszystkim dziękuję - za modlitwę, za pamięć, za słowa otuchy, za obecność.
Teraz kwiat już zmarniał dosyć, ale jeszcze się trzyma jakoś, jak widać na załączonym obrazku. Co na niego spojrzę, to robi mi się ciepło na serduchu.

Wczoraj wybrałam się do moich piwnicznych klamotków. Zaczęłam przemalowywać stolik, który ma na razie swoje miejsce w przedpokoju. Dziś tego pewnie nie skończę, bo weekend, a w sobotę to inna robota się wyrywa i na przyjemności nie ma czasu, niestety. A więc czekaj stoliczku do poniedziałku. Po niedzieli powinien już przyjechać kredens. Tego to dopiero nie mogę się doczekać - oj, poszalejemy, poszalejemy:)

4 komentarze:

  1. tego nie bede komentował

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę pięknych stoliczkowo - kredensikowych szaleństw...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam te Twoje zapiski Elwa z zapartym tchem jak najlepszą pod Słoncem powieśc:)powtarzam ...ZAWSZE BĘDĘ TU WRACAĆ!!!!Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. patrząć na te zapewne przepyszne ciasteczka aż ślinka leci ......:)

    OdpowiedzUsuń