odwiedzinowo

poniedziałek, 4 stycznia 2010

oficjalne nicnierobienie

No cóż, od dzisiaj oficjalnie jestem na nicnieróbstwie. Może nie do końca oficjalnie, bo Urzędy Pracy, jak się okazuje mają swoją specyfikę działania. Stałam dziś dwie godziny w kolejce do informacji po to tylko, aby zgłosić swoją chęć do bycia zarejestrowaną jako osoba bezrobotna i dostać kartę do wypełnienia wraz z terminem kolejnej wizyty, celem zarejestrowania się. Na szczęście, termin ten przypada już na jutro, ale masakrą totalną jest dla mnie fakt podwójnego jeżdżenia po to, aby załatwić jedną tylko rzecz. Cóż, nasze urzędy zawsze pozostaną dla mnie jedną wielką zagadką.
Nicnieróbstwo pewnie nie do końca będzie takie bezczynne. Już mam wiele rzeczy zaplanowanych. Wkrótce przyjedzie do mnie nowy - stary kredens, który będę odnawiać. Ech, już nie mogę się tego doczekać. Siedzenia w piwnicy i godzin poświęconych na dłubaninę. W ogóle, postanowiłam zabrać się za klamociarnię, odnawianie, uzdatnianie do użytku. Młodego zawiozę rano do przedszkola, a potem zajęcia piwniczne... Cóż, czas bez pracy jakoś trzeba sobie zająć, bo chyba oszaleję, siedząc w domu. A tak przynajmniej zrobię to, na co nie miałam do tej pory czasu.
Tato też by się ucieszył, że wreszcie coś rusza z naszą kuchnią. Już ponad dwa tygodnie go nie ma, a ja wciąż nie mogę się z tą myślą oswoić. Zresztą, co to są dwa tygodnie?! To nic, zupełnie nic... Dziś, gdy Młodego zawoziłam do przedszkola, zapytał, czy gdy dziadziuś jako anioł zejdzie kiedyś na ziemię, zbuduje z nim jak kiedyś iglo...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz