odwiedzinowo

czwartek, 7 stycznia 2010

spacerkiem po ogrodzie

No i cóż, wyszłam przed chwilą do ogrodu, coby porobić jakieś fajne fotki zimowe, ale nic z tego. Światło nijakie, no i najważniejsze - baterie mi padły po zrobieniu 4 marnych zdjątek. To się napstrykałam, że hej! Ale żurawinie zdjęcie zrobiłam. Jakie jest, takie jest, ale jest:)
Z żurawiną tą to historia cała jest. Początkowo była posadzona w innym miejscu. Maleńkie toto było, ale moje oko cieszyło. Przyjechała teściowa na czas jakiś i postanowiła się czymś zająć. Plewieniem na przykład... Gdy przyszłam w miejsce pracy po godzinie, zauważyłam nie tylko elegancki brak chwastów, ale także i moich dwóch żurawinek!!! No i zaczęły się poszukiwania w wyrwanym dziadostwie tego, co dziadostwem nie jest. Na szczęście znalazłyśmy. Teściowa załamana była szkodą, którą zrobiła, na szczęście jednak, nic się nie stało, a żurawinki - już przesadzone w bezpieczne miejsce, którym tylko ja się zajmuję - jak widać na tymże nędznym obrazku, świetnie radę sobie dają.


Przeszłam się dalej, po śladach Kropka, który dał nogę w noworoczny wieczór, gdy sąsiedzi postanowili jeszcze trochę popetardować. No i tak strzelali, że Kropula, który wyszedł akurat na przechadzkę z ciepłego piwnicznego schronienia, zaginął w śniegu na trzy dni. Poszukiwania prowadziliśmy zaawansowane, ale śnieg skutecznie przysypywał wszelkie ślady i nie wiedzieliśmy nawet, gdzie się biedaczyna podziewa. W końcu wrócił, na szczęście. Zresztą, on zawsze wraca:) Ja także wróciłam w końcu do domu, bo aparat padł i cel mojej wyprawy ogrodowej umarł.

Zabrałam się dziś za wykończenie ścian w przedpokoju. Przedpokój oficjalnie - jeśli chodzi o ściany - został zakończony początkiem września. Ale nieoficjalnie czkał jeszcze na drobne poprawki - podmalowania różne - do których nie miałam czasu, chęci i okazji się zabrać. Dziś jednak, nicnierobienie zmotywowało mnie, aby wziąć się do roboty. Jeszcze tylko podłogę trzeba zrobić - ciekawe kiedy /to pytanie zdecydowanie retoryczne.../? Na razie wymyśliłam sobie, że te obrzydliwe, stare kafelki, które na niej leżą pomaluję przy ścianie farbą olejną, którą malowałam zawiasy drzwi i framugi, a potem je polakieruję. W ten sposób stworzy się taki przyścienny pasek, który zakryje to, co najbrzydsze i stworzy kolejną tymczasówkę w naszym domu. Kolejną, bo już kuchnia jest jedną wielką tymczasówką, wciąż udoskonalaną. M. lepiej o tym planie nie powiem, bo przeżyje załamanie nerwowe. Poczekam z realizacją do czasu, kiedy znów wyjedzie do pracy na jakieś dwa dni. Będzie miał niespodziankę, gdy wróci:)
Na szczęście, przedpokój nie przypomina już niczym - poza podłogą, oczywiście i koszmarnymi drzwiami, do których nie mam serca - tego dawnego, całego w boazeriii - ciemnej, ponurej, a pewnie z założenia ciepłej, co się raczej nie udało. Szukam do niego starej ramy okiennej, coby zrobić z niej lustro. M. zrobi wieszak na kurtki /trochę się tego obawiam, bo przy moim mężulku, wieszak będzie tak obwieszony, że jego ewentualny wygląd estetyczny nie będzie odgrywał znaczenia/, no i będzie można powiedzieć, że jest ok. Co do tej ramy i wieszaka - M. jeszcze o niczym nie wie, bo wcześniejsza wersja obejmowała lustro i wieszak z metaloplastyki. Ale mój Boże, czy plany nie mogą się zmienić?! Szanowny mąż się ucieszy, że będzie miał wkład w "ubieranie" przedpokoju, hehe! Już widzę tę jego radość!
Ale co tam, żona na nicnierobieniu musi wyszukiwać zajęcia nie tylko sobie, prawda?!

1 komentarz:

  1. teraz to wasz ogród uroku takiego nie ma ale w lato to bajka kto nie widział niech załuje a ten klimat pod brzuskami ekstra. a co do remontu przedpokoju i kuchni na wszystko przyjdzie czas i tak jest zrobione wiele w porównaniu jak było a to dopiero 3 lata mineło.

    OdpowiedzUsuń