odwiedzinowo

sobota, 30 stycznia 2010

marzenia


Chyba każdy z nas ma marzenia. Mogą być duże, małe, bardziej lub mniej realne - różne, ale są. Jednak najważniejsza jest wiara - w to, że mogą się spełnić.
Kiedyś tam, dziewczę jedno - piętnastolatka - napisało mi, że nie ma marzeń, niczego nie oczekuje, niczego nie potrzebuje. Smutne to - niczego nie potrzebowała, bo najzwyczajniej w świecie miała wszystko, zanim tylko zdążyła o to poprosić rodziców. Ubogi jest świat tego dziewczęcia opływającego w bogactwo.
Mnie - stety, bądź niestety - nie stać na wszystko. I może dobrze, bo przynajmniej marzyć sobie mogę swobodnie. A jak to powiedział nasz dobry kolega - lepiej, żebym z mężem mym nie wypowiadała głośno swych marzeń, bo szybko się one spełniają. Może i coś w tym jest - ale fakt, marzymy mocno:)
I tak, zamarzył nam się np. dom - i stało się. Nie musieliśmy długo czekać, aby go kupić. Żadna rewelacja, nic szczególnego - ale własny, a to cieszy bardzo. Nie jest taki, jaki pragnęliśmy, bo i priorytety były inne - musiał koniecznie być dwurodzinny, toteż ograniczenia były znaczne, tym bardziej, że i lokalizacja była konkretna. Ale, co tam - gdyby ten dom był taki, jaki byśmy chcieli, to nie byłoby kolejnego marzenia.
A marzy nam się... no cóż, mały drewniany domek, koniecznie z werandą i koniecznie tam, gdzie warmińsko-mazurskie krajobrazy, bo tam przecież nasze ukochane jezioro:) A weranda musi być skierowana w stronę jeziora, abyśmy mogli rano, jedząc śniadanko i pijąc kawkę mogli patrzeć na tę przestrzeń natury, którą kochamy. Aby ptaki nad głowami "darły ryje", a spokój jeziora wyciszał tak bardzo, jak tylko jest to możliwe. No i jeszcze, żeby zachód słońca można było oglądać... I żeby przyjaciele mogli do nas z przyjemnością przyjeżdżać. I chciałabym, żeby to marzenie nam się spełniło. A spełni się, wiem, bo chcemy tego bardzo. Pewnie nie nastąpi to w najbliższej dziesięciolatce, ale co tam - nawet na emeryturze byłabym gotowa tam się przenieść:)
No właśnie, na emeryturze - hm, aby przejść na emeryturę trzeba pracować. A ja bezrobociem na razie się param i to powoduje moją frustrację. Pewnie dlatego zabijam czas wszystkim, czym tylko się da - szycie, kredensowanie, malowanie, pieczenie itp. Gdy nastanie wiosna, odetchnę pełną piersią - zanurzę dłonie w ziemi (tego to kiedyś nie zamierzałam w ogóle robić) i zabraknie mi czasu na bycie w domu, bo ogród mnie pochłonie. Pewnie nawet nie będę aż tak myślała o braku pracy.
Zastanawiałam się nad zmianą profesji swej boskiej:( Ale cóż się okazało, gdy nad CV usiadłam. Jestem niesłychanie uboga w umiejętności, w doświadczenie, w cokolwiek, czego oczekują pracodawcy. Cały czas w jednym tylko zawodzie. Wniosek jest jeden - jak raz się w to bagno moje weszło, to w bagnie tym chyba trzeba na zawsze pozostać. Bagno to plusy ma, oczywiście, ale ile minusów? - hoho! Chociaż, gdyby tak obiektywnie spojrzeć, każda praca ma swoje plusy i minusy, dlatego nie mam co narzekać, z ludźmi styczność jest przecież i mówię (mówiłam) im o tym, co naprawdę lubię. Pasją jakąś mogłam zarazić, czego dowody dostaję często od tych, których już pożegnałam i na łono dorosłości wypuściłam. Ale marzyło mi się, zawsze - i znów o marzeniach - aby móc pisać. Kiedyś myślałam o napisaniu książki, ale do tego moja wyobraźnia jest chyba zbyt ograniczona. A później myślałam i do dziś to do mnie wraca, aby pisać coś gdzieś do prasy jakiejś. Jednak zbyt banalna chyba jestem, aby mieć tę siłę przebicia, która jest potrzebna do zrealizowania tego właśnie marzenia. Dlatego pozostaje mi blog - he! Nie muszę tu dbać o styl, o gramatykę, o interpunkcję o składnię. Bo to nie jest blog literacki. To blog w zasadzie nie wiem jakiej kategorii, ale na pewno pozwalam tu sobie na strumień świadomości, który niekoniecznie musi współgrać z językiem literackim. Tak więc na tym kończy się marzenie o pisaniu:)
Marzyło mi się, że w przyszłym roku - no, już w tym, ciągle zapominam - zrobimy znów tradycyjną rodzinną ogniskowo - grillową imprezę otwierającą oficjalnie sezon letni. Marzyło mi się, że znów będziemy siedzieć w naszym ulubionym miejscu pod brzozami z sąsiadami z dołu i będziemy gadać o pierdołach. Marzyło mi się, ale może za słabo marzyłam. A może to było jedno z tych marzeń - nierealnych już. Tato odszedł i jak tu teraz zrobić ognicho, jak tu teraz byczyć się pod brzozami, kiedy już sąsiedzi z dołu w niepełnym składzie? Nie potrafię wyobrazić sobie tego roku, który wyznacza dla nas inne już przecież życie. Życie bez jednego - ważnego dla nas - życia.

Dostałam wczoraj i dziś dwa maile od nieznanych mi osób. Są to jednak bardzo miłe maile:) Jeden z nich jest od pani, piszącej dla Country, która prowadzi swojego bloga. Polecam go, bo warto tam zajrzeć: www.podlipami.blogspot.com
Ludzie to mają niesamowite pasje! Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, skąd u niektórych tyle zapału i twórczych chęci:)

Miałam dziś wrzucić zdjęcia ostatnich moich maszynowych tworów, ale jakoś refleksyjnie mi się zrobiło i szczerze mówiąc - nie miałam ochoty na zdjęciowanie dziadostwa.

Poszłam dziś z M. i maluchem do ogrodu. Oni tarzali się w śniegu, a ja zdjęcia pstrykałam. Muszę szczerze przyznać, że zima ta - zaśnieżona i mrozem okraszona - piękna jest ogrodowo. Fakt ten pozostaje faktem, pomimo mojej całej niechęci do tejże pory roku. Po kolana brodziliśmy w śniegu, bo tyle go u nas zalega. Ale zabawa była niezła, całkiem niezła.
Poniżej kilka migawek ogrodowego zimowania.

6 komentarzy:

  1. Nam też marzy się dom z widokiem na jezioro, tak, żeby wokół tylko Mazury, woda i my. Cóż, kiedy domiszcze musiało spełniać określone warunki zwłaszcza jeśli chodzi o odległość do dużego miasta ( dobra szkoła ), brak drogi asfaltowej przy domu ( koty moje ukochane ), cena, wielkość ( ciocio - babcie z nami zamieszkały )i stan, żeby nadawał się do mieszkania przed remontem. No i padło na Żuławy, których krajobraz uwielbiam od zawsze a i mąż nauczył się już doceniać spokój tych widoków. Ale wiem jedno. Marzenia się spełniają. Trzeba tylko w to mocno wierzyć! Pozdrawiamy serdecznie! ( Pozwolisz, że będziemy gościć u Ciebie częściej?)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam, zapraszam!:) Ja u Was już się rozgościłam, bo dobrze mi się tam zrobiło. No i widzę, że podobne marzenia i podobne priorytety mamy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Kto nie dąży do rzeczy niemożliwych nigdy ich nie osiągnie"
    Życzę, żeby marzenia się spełniały...
    Pięknej niedzieli...
    Ps. Dziś wybieram się na kulig. Pomacham do Ciebie z Wisły...
    Km

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to dobrze, że mam wstręt do powierzchni płaskich...nie będziemy bić się o ten sam domek!
    Trzymaj się marzeń...Nikt Ci nie może Ich odebrać...jesteśmy wolni..póki je mamy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech marzenia się spełniają, my pierwsi na emeryturze wprosimy się do tego domku nad jeziorem :) a co do tych na których spełnienie nie możemy liczyć... one muszą być bo inaczej wbrew pozorom nie docenilibyśmy tego co mieliśmy ani tego co mamy. Całuję mroźnie i śnieżnie. G.B.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że tu więcej marzycieli! G.B. wpraszajcie się, ile tylko możecie. Piotrze, skoro masz wstręt do powierzchni płaskich, to jakoś się podzielimy tymi miejscami na spełnianie marzeń;)

    OdpowiedzUsuń