odwiedzinowo

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Martwe rzeczy mnie nie lubią. W ogóle mnie nie lubią. Zimna woda w kuchni nie leci. Sam wrzątek wita moje ręce. Zmywarka zrobiła "eee" i nie chce ruszyć z kopyta. Mam nadzieję, że to ma jakiś związek z tą zimną wodą, bo tyle, co gwarancja się skończyła:( No i na dodatek okazało się, że dziecię me ma zapędy na plotkarza, ech! Nie poszedł dziś do przedszkola - drugie auto padło - więc, jako że był już ubrany, przeszłam się z nim do sklepu. A tam, od razu po "dzień dobry" zaczął opowiadać, że auto nie odpaliło, może to akumulator, a może nie. Właściciele sklepu dowiedzieli się, w tej luźnej, przyjacielskiej rozmowie, czy mamy garaż, co z autem naszym się stało, jakimi autami jeździmy, że nie mamy jabłuszek już w domu... Zabrakło jeszcze kawki i ciasteczek, aby konwersacja ta stała się jeszcze przyjemniejsza. Z tego wszystkiego zapomniałam, po co przyszłam do sklepu i nie kupiłam - rzecz jasna! - tego, co naprawdę chciałam.
Będę dziś robić bułki. Znalazłam wczoraj fajną stronę: http://pracowniawypiekow.blogspot.com/2009/11/zwyke-bueczki.html - i postanowiłam, że upiekę te bułki - zakładam oczywiście, że wyjdą - no i będzie miał M. na wyjazd. Chcę też zrobić chleb na zakwasie. Dziś miałam zakwas ten zrobić, ale okazało się, że w pobliskich sklepikach nie ma mąki żytniej, wrrr. A na tramwaj, coby do centrum się dostać, nie ma mowy, żebym szła, oj nie! Na pewno nie przy dzisiejszym mrozie! Spróbuję zrobić z mąki pszennej. Kucharka ze mnie, jak z koziej d... trąba i nie widzę różnicy w tych mąkach, hehe, dlatego pozwolę sobie na taką profanację, a co mi tam!
Zresztą, nawet te bułeczki, które podobno wychodzą każdemu i zawsze, mogą mi nie wyjść, bo dziś coś wisi chyba w powietrzu... Ale spróbuję podziałać. Bez względu na efekt obfotografuję dzieło i tu zamieszczę - ku pochwale, bądź ku przestrodze:)
Przeczytałam właśnie raz jeszcze przepis na te bułeczki... No i WIEDZIAŁAM, WIEDZIAŁAM!!! NIE MAM MASŁA!!!!!!!!!!!!!!!!! A przecież między innymi po nie właśnie poszłam do sklepu... To masakra jakaś - ten dzień.

***

No i jest wieczór, dzień - niekoniecznie dobry - minął wreszcie.
Okazało się, że zimnej wody zabrakło, bo najzwyczajniej w świecie gdzieś na naszym poziomie zamarzła. Powalczyliśmy z M. trochę. Różne patenty wypróbowaliśmy - wpuszczanie gorącej wody z solą, grzebanie - przepychanie drucikiem, podgrzewanie suszarką. W końcu po g. 19tej woda puściła. Jejku, jaka to cudowność - móc załączyć zmywarkę, myć w zlewie, a nie w brodziku (w łazience była zimna woda!) i wreszcie po prawie dwóch dniach nie parzyć sobie dłoni!

A na koniec, przyznać muszę - dzień ten, choć w większości beznadziejny, udał się pod względem wypieków. Zrobiłam bułki - nawet dwa rodzaje! Młodzieniec ambitnie mi w tym pomagał, a M. wcześniej kupił masło. W ich jedzeniu pomagali absolutnie wszyscy. Na raz następny robię z podwójnej porcji - bo to, co zrobiłam eksperymentalnie, to zdecydowanie za mało. Bułki zostały sprawiedliwie rozdzielone - na podróż dla Mamuśki, dla M. w trasę, na kolację dla wszystkich i na jutro dla młodzieńca i dla mnie. Później znów trzeba będzie piec - co zrobię z ABSOLUTNĄ przyjemnością! Bułki polecam każdemu! Smaczne, łatwe i znikają absolutnie szybko. Teraz już wiem - bułki trzeba zrobić, nie powinno się ich kupować, bo to profanacja:)
Ciasto lepiło się do moich rąk, ale dałam radę z nim zawalczyć. Bułeczki wyszły mało okrągłe, może niezbyt eleganckie. Ale co tam wygląd - smak, to dopiero jest to!


Zrobiłam też zakwas - na mące pszennej. Pokarmimy go przez 3, 4 dni i może coś z niego będzie. A jak będzie to się chleb upiecze.
No i w ten sposób stałam się już chyba na maksa kurą domową - nie wiem, czy mam się cieszyć, czy załamać...

3 komentarze:

  1. GRATULACJE!!!
    Zwłaszcza z powodu bułek... wyglądają absolutnie smakowicie. Jak kiedys do Ciebie przyjadę, zamawiam na śniadanie i na podróż do domu!
    Km

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma sprawy:) napiekę Ci tych bułek całą furę! /wygrana czeka na wysłanie... pogoda mnie trzyma w domu, brak auta, niechęć do spacerów w taki ziąb - wybacz!!!/.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż...
    ja codziennie przynajmniej godzinny spacer sobie urządzam...
    Ale rozumiem... Gdybym nie musiała, to bym nie wychodziła.
    Pa.

    OdpowiedzUsuń