odwiedzinowo

piątek, 15 stycznia 2010

konkurs:)

Dziś dzień pełen pracy.
Zacznę od najważniejszego. Otóż małżonek mój szanowny wziął sobie widocznie moje utyskiwania odnośnie zaniku jego romantyzmu do serca. Bowiem, po trzech dniach niebycia domowego przywiózł mi prezent. I nie był to kwiat, o który toczyłam boje. Hm, w moim przypadku to nawet lepsze niż kwiat. Dostałam od połowicy mojej książkę. Zaskoczył mnie niemożebnie! Jednakże, jako że nie lubię czytać z doskoku, książka będzie musiała poczekać, aż dzieło kredensowe dobiegnie końca. Lubię tak czytać, aby się w tym zatracić. A z doskoku to można poczytać co najwyżej gazetę. Poza tym, tak zacny prezent trzeba docenić i czytać w należytej oprawie. Na pewno nie na szybcika:) Mąż, wiesz czym mnie ująć!

Kredensowe sprawy dziś trochę się posunęły. To posunięcie trzeba odczytywać w sensie zaawansowanej demolki... No nic - pan wrócił, pan wziął młotek, pan pozbawił dół pleców i kilku innych detali. Pan naprawi! A pani skrobie, skrobie, skrobie... I "końca nie widać" - niczym u Majewskiego. Zdjęcia załączam znów robione telefonem. W zasadzie gdybym nie brała czynnego udziału w tym skrobaniu, to zastanawiałabym się, czy coś z tym kredensem się dzieje. Ale ja to skrobię i ja to wiem - dzieje się i każdego dnia kolejny element zostaje odsłonięty. Pod czterema warstwami farby ukazują mi się piękne słoje drewna. No i te słoje zmuszają mnie do dylemat ów związanych z techniką malowania. Jeśli to będzie shabby chic, zgubię słoje, ale przecierka będzie dyskretniejsza. Jeśli suchy pędzel, słoje zachowam, ale nie wiem, jak podołam temu minimalizmowi. No nic, muszę się zastanowić. Na razie ręce mi odpadają od skrobania.


No i konkurs, hehe! Najpierw jednak proszę bardzo, co zrobiłam z moim wczorajszym tworzeniem maszynowym. Efekt mej pracy zawisł w oknie synka. Jemu się podoba, bardzo, a to dla mnie najważniejsze:) Co prawda, mój M., gdy to zobaczył w oknie, powiedział: oj, jaki fajny dinozaur! Dobrze, że dziecko - inteligentne, diody jeszcze dobrze mu działają - uświadomiło go, że ten dinozaur jest tak naprawdę samochodzikiem!

W związku z powyższym, można się spodziewać, że wspomniany, szumnie nazwany konkurs, będzie związany z moim szyciem. No bo oczywiście, dziś znów coś próbowałam szyć! Efekt szycia - na zdjęciu. A konkurs dotyczy właśnie tego efektu. Kto jako pierwszy odgadnie co uszyłam /komentarz i namiar jakiś oczywiście/, ten otrzyma TO COŚ w nagrodę plus może niespodziankę /niech stracę!/.
No i tu zaczyna się zabawa. Bo tak sobie myślę, że piękny ten mój twór nie jest - bądźmy szczerzy. Dlatego może się okazać, że nikt nie weźmie udziału w zabawie, aby - broń Boże - nie stać się przez przypadek właścicielem tego czegoś. To dopiero byłoby zabawne. Ale z drugiej strony - to coś, to takie może preludium do czegoś wielkiego w moich tworach - to mi się marzy;)
No nic, konkurs, czy candy - jak tu blogowo to zwą - ogłoszony! A jak nie będzie dobrych odpowiedzi, to nagrodzę tego, kto będzie najbardziej oryginalny w przypuszczeniach. Hm, a jeśli nie będzie w ogóle odpowiedzi, to będzie to musiało zostać u mnie... Nie wiem, co mój ślubny wówczas na to;)

Nie rozumiem, dlaczego to zdjęcie tak dziwnie mi tu się wrzuca /trzy próby się odbyły/ i jego wielkość jakoś się też udziwnia. Ale może to chodzi o automatyczne utrudnienie konkursowe. Więc może lepiej zostawię to tak, jak jest:)

7 komentarzy:

  1. witam ja w sprawie konkursu moja odpowiedz brzmi ze są to piękne poszewki na poduszkiz motywem jesiennch lisci. pozdrawiam kristofer(kauflandek)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mysle ze to może być "widok z okna wiosną ,która miejmy nadzieje za niedlugo do nas zawita gdzie wszystko sie zieleni i budzi do zycia

    OdpowiedzUsuń
  3. torebki na suszone ziółka ?? G.B. z Bielska :)mam nadzieję ze jeżeli nie zgadłam to będę chociaż oryginalna i zdobędę owe dzieło

    OdpowiedzUsuń
  4. te arycydzieło może też służyć jako podstawa,podkładka hmm..np. pod herbate :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście może to byc motyw poduszkowy, widokowy, torebkowo - ziółkowy, podstawkowy, ale wg mnie to TO OWO COŚ to zwykły DINKS

    4 szt.DINKSA - bo dla Greenki, M, Synka i zwłaszcza dla Mamy - Nauczycielki kroju i szycia

    co to jest DINKS ?
    Sama nie wiem, ale dzieci z mojej "rodziny" mówią DINKS na to, co nie wiadomo jak nazwać...

    Pozdrawiam. Km

    OdpowiedzUsuń
  6. Greenko!Zapomniałam dodać, że bardzo mi się podobają Twoje dzieła... Twój talent w porównianiu z moimi umiejetnościami krawieckimi, to MISTRZOSTWO ŚWIATA!!!Km

    OdpowiedzUsuń
  7. haaaa!!!!! ja wiem co to jest!!!!!!!!!!!!!!To prezent niespodzianka dla mnie ;)))!!!!

    OdpowiedzUsuń